Wiedza i Życie 07/2013
W numerze m.in.:
Astronomia
Prapoczątek układu słonecznego; Z prof. Pawłem Artymowiczem, astrofizykiem, rozmawia Marek Oramus
Zoologia
Pogromcy roztoczy; Paweł Jałoszyński
Neuroekonomia
Zombi na zakupach; Paweł Franczak
Historia
Sprawa Zborowskich; Jerzy Besala  
Zapraszamy do obejrzenia filmu prezentującego lipcowy numer "Wiedzy i Życia".
Pierwsze danie otwierała sarnina i kasza, podążające za mięsną potrawką zwaną Viaundbruse. Następnie były głowy dzików oraz pieczone mięsiwa – udźce, łabędzie i świnie – którym towarzyszył odpowiedni sos.
Fizykom udało się wprawić w stan splątania aż pięć fotonów jednocześnie. Tym samym skróciła się droga do kwantowych komputerów, a może nawet opanowania zjawiska kwantowej teleportacji.
Zapach świeżego pieczywa, chrupiąca skórka na pieczeni, aromat palonej kawy… Mmm, same smakowitości! I tylko jeden proces odpowiedzialny za ich powstawanie: reakcja między aminokwasami ...  
W XXI w. nauka rozwiąże cywilizacyjny dylemat, który narodził się w XX w. – jak żyć wygodnie, nie niszcząc środowiska i nie zagrażając klimatowi. Wielki udział w tym będzie miała chemia.  
Aktualne numery
08/2017
07/2017
Kalendarium
Sierpień
23
W 1904 r. Amerykanin Harry D. Weed uzyskał patent na samochodowy łańcuch przeciwślizgowy
Warto przeczytać
Odkrycia Svante Pääbo zrewolucjonizowały antropologię i doprowadziły do naniesienia poprawek w naszym drzewie genealogicznym. Stały się fundamentem, na którym jeszcze przez długie lata budować będą inni badacze

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Małgorzata T. Załoga | dodano: 2012-06-13
Hormony zatrzymują czas


Statystyczna Europejka przekwita około pięćdziesiątki. Sto lat temu taka była też długość jej życia. Dziś w krajach rozwiniętych może liczyć na prawie 30 lat więcej. Niestety, natura nie przewidziała, że panie będą żyć tak długo i kranik z hormonami płciowymi zakręca niemal w tym samym czasie, co przed wiekami.

To oznacza, że dla współczesnej kobiety okres po menopauzie to niemal 1/3 życia. Życia bez hormonów, które towarzyszyły jej przez kilkadziesiąt lat, regulując nie tylko seksualne aspekty egzystencji, ale także wiele innych, niezwykle istotnych procesów zachodzących w organizmie. Okazuje się, że gdy poziom progesteronu, a zwłaszcza estrogenów, spada - procesy starzenia przyspieszają. To trochę tak, jakby z samochodu zaczynał coraz szybciej wyciekać olej. Można czekać, aż jego brak sprawi, że silnik się zatrze i bez generalnego remontu już nie ruszymy, albo uzupełnić braki, by reszta pojazdu nie odczuła zmiany i można było spokojnie jeździć jeszcze parę lat.

Estrogenowy "olej" nie tylko reguluje miesięczne cykle i dba o optymalny stan narządów płciowych. Jego zadania są o wiele bardziej złożone. Troszczy się o piękną, jędrną skórę i prawidłową gęstość kości, podwyższa we krwi stężenie "dobrego" cholesterolu HDL, zapobiegając zawałom i udarom, chroni stawy przed zużyciem, a nawet poprawia pamięć i koncentrację.

Z badań wynika, że receptory dla estrogenów znajdują się w pęcherzu moczowym, cewce i zwieraczach, a także innych tkankach podtrzymujących narządy jamy brzusznej, zaś mięśnie tego rejonu są estrogenozależne (u pań w dnie miednicy włókna typu I są większe niż typu II, w przeciwieństwie do innych mięśni poprzecznie prążkowanych badanych u obu płci).

Bez estrogenów napięcie tracą zresztą nie tylko mięśnie, ale i skóra. To dzięki tym hormonom krew żwawo w niej krąży i odżywia wszystkie komórki. Gdy estrogenów zaczyna brakować, zmniejsza się dopływ krwi i wydzielanie łoju chroniącego przed wysychaniem, za to coraz szybciej zaczynają się rozpadać włókna kolagenu i innych białek tworzących tzw. macierz międzykomórkową, utrzymującą odpowiednią jędrność. Skóra staje się sucha i łuszcząca. Także w okolicach intymnych, gdzie cienieje zarówno naskórek, jak i tkanka podskórna, wargi sromowe, tak większe, jak i mniejsze, zmniejszają wymiary. Bez estrogenów zmniejsza się ilość włosów w okolicy łonowej, a wyścielający pochwę nabłonek robi się coraz cieńszy. Sama pochwa traci elastyczność i staje się mniej podatna, co zwiększa ryzyko urazów podczas stosunku. W dodatku wszelkie otarcia gorzej się goją, bo bez estrogenów w komórkach pochwy spada poziom glikogenu, co z kolei nie sprzyja bytującym tu przed menopauzą dobroczynnym bakteriom - pałeczkom kwasu mlekowego. Bez nich rośnie pH i ryzyko infekcji, tak pochwy, jak i dróg moczowych. Stosunki nie sprawiają już satysfakcji, bo w wyniku spadku przepływu krwi przez narządy płciowe zmniejsza się nawilżenie pochwy, a jej suchość wywołuje ból. Wszystkie te zmiany mogą prowadzić do przewlekłych stanów zapalnych, które skutecznie zniechęcają kobietę do aktywnego życia płciowego. Co ciekawe, u jednych dolegliwości pojawiają się już w kilka lat po ustaniu miesiączkowania, a u innych tak późno, że nie zdążą uprzykrzyć im życia.

Jeśli dodać do tego pojawiające się znienacka zlewne poty (wymagające niekiedy nawet zmiany bielizny czy pościeli) i uderzenia gorąca wynikające z rozchwiania ośrodka termoregulacji w pozbawionym estrogenów mózgu, nic dziwnego, że u wielu kobiet w tym okresie pojawia się depresja. Po części jest ona skutkiem zmian socjalnych; poczucia utraty sensu życia u pań znajdujących go w wychowywaniu dzieci (które w tym czasie przeważnie dorastają i odchodzą z domu), utraty "esencji" kobiecości, jaką wydaje się płodność. Po części jednak zmiany nastroju (w tym także rozdrażnienie, irytacja i kłopoty z pamięcią) wynikają z czysto chemicznej nierównowagi, niedoboru estrogenów w organizmie.

Ocenia się, że w starzejących się krajach Unii kobiety po menopauzie stanowią nawet 17% społeczeństwa. Wydawałoby się, że skoro żeńskie hormony (szczególnie estrogeny) odgrywają w organizmie tak wszechstronną rolę, a my już od niemal pół wieku potrafimy je wytwarzać w sposób syntetyczny, cóż prostszego, jak zaoferować każdej kobiecie pigułkę, po której wszystkie przykre objawy menopauzy znikną bez śladu, a ona sama do późnej starości będzie mogła cieszyć się zdrowiem, dobrą pamięcią i świetnym samopoczuciem.

Z hormonami źle, ale bez hormonów jeszcze gorzej

Jeszcze kilkanaście lat temu, zwłaszcza w USA, tabletki z żeńskimi hormonami lekarze zapisywali wszystkim. Bez względu na wiek, wagę czy ogólny stan zdrowia. Okazało się jednak, że takie beztroskie podejście do hormonalnej terapii zastępczej (HTZ) może wyrządzić nieodwracalne szkody, zarówno pojedynczym kobietom, jak i całym społeczeństwom. Kilka lat temu światową prasę obiegły wyniki badania Women's Health Initiative, z którego wynikało, że przyjmowanie żeńskich hormonów przez panie po menopauzie nie chroni ich przed chorobami serca czy udarami mózgu, za to nawet o kilkadziesiąt procent zwiększa ryzyko niektórych nowotworów, najbardziej - raka piersi.

Po licznych, alarmistycznych publikacjach nie tylko rzesze kobiet, ale i wielu lekarzy zaczęło wycofywać się ze stosowania HTZ. Późniejsze badania wykazały jednak, że ta interpretacja danych była, łagodnie mówiąc, mocno przesadzona. Po pierwsze dlatego, że wysokie procenty były wskaźnikiem wzrostu tzw. ryzyka względnego, które samo w sobie nie było jednak duże. Chodzi o to, że nawet wśród kobiet niestosujących w okresie okołomenopauzalnym żadnego typu hormonalnej terapii, na każde 1000 pięćdziesięciolatek statystycznie 32 dostaną raka piersi przed ukończeniem 65 roku życia. Wśród stosujących same estrogeny (mogą tak robić panie, u których z jakichś powodów usunięto macicę) przez pięć lat, liczba ta wzrasta do... 33,5, co oznacza zaledwie 1-2 dodatkowe przypadki nowotworu na 1000 (po dziesięciu latach leczenia statystyka "dokłada" 5 przypadków na 1000). Przy stosowaniu najpopularniejszej, dwuskładnikowej HTZ zawierającej zarówno estrogeny, jak i progesteron, statystyki kobiet z rakiem piersi zwiększają się po pięciu latach terapii o 6 na każdy 1000, a po dziesięciu - o 19 na 1000, przy czym jak wynika ze szwedzkich badań, najwyższy wzrost ryzyka wiąże się z podawaniem hormonów w sposób ciągły, bez przerw na krwawienie. Po drugie, właśnie w przypadku tego raka wzrost dotyczył (jak się później okazało) tylko liczby kobiet, u których go zdiagnozowano, nie odnotowano natomiast wzrostu śmiertelności z jego powodu.

W odniesieniu do udaru mózgu liczby bezwzględne też nie dają powodu do niepokoju. Na każde pięć lat z HTZ notuje się 4 przypadki udaru na 1000 kobiet. Wśród pięćdziesięciolatek nieprzyjmujących hormonów w każdej połowie dekady udar dopada 3 na 1000. A należy pamiętać, że dla zakrzepu w mózgu najbardziej oczywistym czynnikiem ryzyka jest właśnie wiek. Statystyczna pani po sześćdziesiątce jeśli nie bierze hormonów, ma nieco ponad 1% "szans" na udar w ciągu kolejnych pięciu lat, a jeśli je zażywa przez ten okres, ryzyko rośnie... do ok. 1,5%. Co ciekawe, w przypadku wszystkich niepożądanych działań HTZ nawet względny wzrost ryzyka zachorowania maleje wraz ze wzrostem masy ciała. To znaczy, że u pulchniejszych pań staje się ono podobne, niezależnie od tego, czy łykają hormony, czy nie. Przynajmniej częściowo można to wyjaśnić działaniem tłuszczu, który wytwarza część estrogenów, a po wygaśnięciu czynności jajników ta pula staje się dla organizmu kobiety znacząca. Z jednej strony chroni ją przed objawami przekwitania (takimi jak uderzenia gorąca czy nocne poty), z drugiej jednak - nadwaga sama w sobie zwiększa ryzyko wielu chorób, w tym i tych związanych z hormonami.

Dziś lekarze podnoszą jeszcze jedną, istotną kwestię: w badaniu WHI wszystkim kobietom podawano tę samą kombinację hormonów w identycznej dawce, terapię zaczynano zaś nierzadko nawet i 15 lat po ostatniej miesiączce. Tymczasem późniejsze badania wykazały, że HTZ działa optymalnie wtedy, gdy jest dobrana indywidualnie dla każdej kobiety, a najlepsze efekty daje, jeśli wdrożyć ją wcześnie - jeszcze zanim miesiączki ostatecznie zanikną. Dziś wiadomo już, że za większość niekorzystnych efektów takiej terapii odpowiada składnik progestagenny. Niestety, u większości pań nie można z niego zrezygnować, ponieważ estrogeny wywołują m.in. przerost śluzówki macicy, a to może prowadzić do rozwoju nowotworu. Ogólnoustrojowe efekty progesteronu można wyeliminować, podając go tylko miejscowo - we wkładce domacicznej. Część kobiet jednak źle ją toleruje: mają nieregularne plamienia i wzrasta u nich częstość zakażeń.