Wiedza i Życie 08/2014
W numerze m.in.:
Biologia molekularna
Niekończący się dialog; Andrzej Jerzmanowski
Informatyka
Wojna ludzi bez twarzy; Andrzej Janikowski
Meteorologia
Niebo wieczorową porą; Andrzej Hołdys
Technika
W poszukiwaniu kina przyszłości; Kamil Minkner
Historia
Krzyż i katana; Łukasz Czarnecki  
Z jednego (!) grama mieszaniny deuteru i trytu, w której dojdzie do zapłonu termojądrowego i w rezultacie do reakcji syntezy, otrzymamy energię równą spaleniu kilkunastu ton węgla. Gra toczy się o kontrolowanie tej...

Świat ogarnął nowy turystyczny szał. Tłumy przemierzają glob w poszukiwaniu miejsc znanych z książek, filmów i programów telewizyjnych.

O zjawisku wymierania pszczół zrobiło się głośno w mediach parę lat temu, a mimo to nadal nie wszyscy są świadomi, jak bardzo jesteśmy uzależnieni od pracy tych małych owadów. I jak poważnie zagrażają im neonikotynoidy.

W lewobrzeżnym Toruniu znajdują się ukryte pod powierzchnią ziemi pozostałości Nieszawy – dużego miasta opuszczonego ponad 550 lat temu.

Aktualne numery
02/2017
01/2017
Kalendarium
Marzec
26
W 1791 r. we Francji ogłoszono pierwszą definicję metra.
Warto przeczytać
Chwila bez biologii… nie istnieje. W nas i wokół nas kipi życie. Dlaczego by wobec tego nie poznać go bliżej, najlepiej we własnym laboratorium? By nie sięgać daleko, można zacząć od siebie.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Mirosław Rutkowski | dodano: 2012-06-13
Krater z Google Earth

(Na zdjęciu: kratery impaktowe: Hickmana i Spider Crater (oba w Australii) oraz Lonar w Indiach (średnica 1830 m)

Patrz uważnie, surfując po Google Earth. I Ty możesz zostać odkrywcą, nie ruszając się z ulubionego fotela przed ekranem monitora.

Dziwne rzeczy znajdują internauci na zdjęciach satelitarnych popularnego serwisu Google Earth, zwłaszcza w obszarach zobrazowanych w wysokiej rozdzielczości, których ciągle przybywa. Odkryto już wielkiego różowego króliczka koło Prata Nevoso we Włoszech (koordynaty: 44.244273; 7.769737), mapę plastyczną do ćwiczeń taktycznych na chińskim poligonie czołgowym (38.265652; 105.9517), a także głowę kanadyjskiego Indianina w pióropuszu i... ze słuchawką iPoda w uchu (50.010083; 110.113006). Dr Arthur Hickman ze Służby Geologicznej Australii Zachodniej znalazł wspaniale zachowany krater meteorytowy, nigdy dotąd nie opisywany w literaturze naukowej.

Krater na pustyni

Odkrycie było przypadkowe. Jego autor w lipcu 2007 roku przeglądał w Google Earth zdjęcia satelitarne masywu Hamersley Range położonego w wysuszonym na pieprz i prawie bezludnym północno-zachodnim rogu Australii. Jakość obrazów, które od niedawna zastąpiły starsze zdjęcia wykonane w niskiej rozdzielczości, była tak dobra, że Hickman uznał, iż można będzie je wykorzystać do poszukiwań rud żelaza, nadających się do eksploatacji odkrywkowej. Nagle, ku swemu zdumieniu, dostrzegł wśród monotonnych czerwonych pagórków, które dominują w krajobrazie tej części Australii, zadziwiająco regularny kształt - prawie idealnie kolisty wał otaczający płytkie, miskowate zagłębienie o średnicy 260 m. Mógł to być kaprys natury, zwykła forma erozyjna, lecz również ślad uderzenia dużego meteorytu, zakonserwowany w pustynnym terenie, gdzie procesy geologiczne działają stosunkowo wolno.

Dla upewnienia się geolog przesłał zdjęcia dziwnej formy specjaliście, zajmującemu się tego typu fenomenami, dr. Andrew Gliksonowi z Australian National University w Canberze. Wkrótce okazało się, że jego podejrzenia były słuszne - wizja terenowa zespołu Gliksona potwierdziła, że prawie na pewno mamy tu do czynienia z wyjątkowo dobrze zachowanym kraterem meteorytowym, który powstał, gdy 10-100 tys. lat temu w powierzchnię Ziemi uderzyło ciało o średnicy 10-15 m. Energię, która spowodowała powstanie wielkiej niecki o głębokości około 30 m, można oceniać na równoważną z eksplozją 200-300 kT trotylu.

Absolutne potwierdzenie kosmicznego pochodzenia śladu wymaga jeszcze dokładnych badań petrograficznych, geochemicznych i geofizycznych. Być może uda się znaleźć nawet fragmenty meteorytu, co jednak będzie trudne, albowiem obficie występują tutaj rudy żelaza, maskujące wskazania instrumentów pomiarowych. Krater, położony 35 km na północ od górniczego miasteczka Newman w stanie Australia Zachodnia, nigdy wcześniej nie był opisywany. To zadziwiające, albowiem geolodzy szczegółowo kartowali ten region niecałe 20 lat temu; przegapili jednak dużą formę o niezwykłym kształcie.

Swój sukces Hickman zawdzięcza prawdopodobnie warunkom świetlnym panującym w momencie przelotu satelity. Skośne światło szczęśliwie uwypukliło kolisty kształt, ginący w innych warunkach wśród falistej rzeźby krajobrazu. Obiekt, na cześć odkrywcy nazwany już Kraterem Hickmana, po potwierdzeniu genezy zostanie dołączony do bazy znanych ziemskich kraterów meteorytowych - Earth Impact Database (www.unb.ca/passc/ImpactDatabase/). Lista, zestawiana przez naukowców kanadyjskich z University of New Brunswick, jest niestety bardzo krótka - zawiera tylko 174 pozycje. Uderzeń było na pewno znacznie więcej, jednak w odróżnieniu od ciał niebieskich jak Mars czy Księżyc, na których powierzchni widać tysiące kraterów uderzeniowych, Ziemia ma gęstą atmosferę i hydrosferę. Procesy erozyjne błyskawicznie modelują powierzchnię naszego globu, a siły tektoniczne działają również nadzwyczaj sprawnie. Szanse zachowania mają tylko bardzo duże formy o średnicy setek kilometrów lub bardzo młode.

Jak znaleźć krater?

Czy można rzeczywiście znaleźć krater meteorytowy na powierzchni naszej dokładnie, wydawałoby się, zbadanej planety? Jak pokazuje przykład Hickmana, wciąż jest to możliwe. Naukowcy oceniają, że znamy zaledwie czwartą część zachowanych jeszcze kraterów uderzeniowych. Oczywiście, nie należy spodziewać się dużych, wielokilometrowych form - te albo są już znane, bo łatwo dostrzegalne, albo tak zniszczone, że tylko specjalistyczna interpretacja wielu różnych danych pozwala na ich identyfikację. Ale niewielkie kratery, zwłaszcza na świeżo udostępnionych zdjęciach satelitarnych, które przeglądało niewielu badaczy - czemu nie? Światło potrafi czynić cuda.
Pomocna może być też nowa funkcja programu Google Earth, która pozwala na manipulowanie kątem padania promieni słonecznych. Nie należy się jednak zbyt wiele spodziewać po tej sztuczce programowej, albowiem korzysta ona z raczej mało dokładnego cyfrowego modelu terenu, stanowiącego jądro systemu Google Earth. Ważniejsze są zdjęcia satelitarne nakładane na model. Ten sam teren sfotografowany w innej porze roku, w odmiennych warunkach świetlnych i w innej fazie wegetacji roślinnej wygląda zupełnie inaczej. Można znaleźć całkiem nowe szczegóły, które poprzednio nie były widoczne.
Zatem do dzieła!