Wiedza i Życie 11/2015
W numerze m.in.:
Geografia polityczna
Mury bezpieczeństwa; Kamil Nadolski

Chemia
Pierwiastki superciężkie; Mirosław Dworniczak    

Ewolucja człowieka
Co te znaki mogą znaczyć?; Marcin Ryszkiewicz

(Bio)energetyka
Energetyczne mikroby; Andrzej Hołdys

Medycyna
Skąd się bierze autyzm?; Agnieszka Kępczyńska  
Nie ma tygodnia, aby media nie informowały o zdarzeniach związanych z dronami. Bezzałogowe maszyny latające filmują uroczystości weselne, eliminują terrorystów, krążą nad elektrowniami jądrowymi czy pojawiają się niebezpiecznie blisko zniżających się do lądowania samolotów.
Dziś wojny toczą się nie tylko na polach bitwy, ale również w internecie. Doskonale rozumieją to terroryści, którzy medialną propagandę opanowali do perfekcji.
Wokół Drogi Mlecznej orbitują galaktyki karłowate. Są one nie tylko małe, ale i bardzo stare. Dlaczego zastygły w rozwoju jak kamienie?
Aktualne numery
05/2017
04/2017
Kalendarium
Kwiecień
30
W 1985 r. Amerykanin Richard Bass jako pierwszy wspinacz skompletował Koronę Ziemi.
Warto przeczytać
Chwila bez biologii… nie istnieje. W nas i wokół nas kipi życie. Dlaczego by wobec tego nie poznać go bliżej, najlepiej we własnym laboratorium? By nie sięgać daleko, można zacząć od siebie.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Magdalena Gawin | dodano: 2012-06-13
Jak medycyna odkrywała kobiety fin de siecle'u

(Na zdjęciu: ilustracje pochodzą ze Złotej Księgi Kobiecej: "Kobieta lekarką domową. Podręcznik lekarski do pielęgnowania zdrowia i lecznictwa w rodzinie, z szczególnem uwzględnieniem chorób kobiecych i dziecięcych, położnictwa i pielęgnowania dzieci" przez Dr. med. Annę Fischer-Dückelmann, praktyczną lekarkę w Dreznie. Na polskie przełożyła za zezwoleniem Autorki Teresa Jaroszewska z współudziałem Dr. A. Czarnowskiego. 3. (trzecie) wydanie. Z 460 illustracyami oryginalnemi, 35 tablicami i dodatkami kolorowymi, jako też portretem Autorki. Wiedeń. Anny Arming, Wilhelma Arminga Wwy księgarnia nakładowa i eksportowa. 1912)

W końcu XIX wieku czasopisma medyczne poświęcały coraz więcej miejsca anatomii, fizjologii i psychologii kobiet. Nie opisywały już prostych faz ich życia: rytmu dojrzewania, okresu ciąży, porodu i połogu, ale różne stany fizjologiczne, jak menstruację i świeżo odkryte kobiece schorzenie - groźną blednicę

Przypomnijmy sobie scenę z "Anny Kareniny" Lwa Tołstoja. Do słabowitej Kitty Szczerbackiej, poddanej nieskutecznej kuracji tranem i lapisem, rodzina wzywa lekarza, wschodzącą gwiazdę rosyjskiej medycyny. Wezwany medyk wyrzuca wszystkich z pokoju, bez ceregieli przystępuje do badania chorej, pouczając ją jednocześnie, że wstydliwość wobec lekarza jest przeżytkiem barbarzyństwa i obraża go osobiście. Nie ulega wątpliwości, że ten nowy gatunek lekarzy nie przypadł Tołstojowi do gustu. Podkreśla on bowiem nienaturalność całej sytuacji, w której nauka uzyskuje status wyższy od obyczaju, a przez to prawo do jego brutalnego łamania. Tołstoj, bystry obserwator, bezbłędnie wychwycił jaskrawą sprzeczność wieku "kolei, elektryczności i postępu", rozdźwięk między obyczajowym rygoryzmem a bezwstydną medycyną, która właśnie "odkryła" kobiety.

Od końca lat 70. XIX wieku sztuka, a przede wszystkim literatura, baczniej przyglądała się kobietom. Emil Zola opisał życie codzienne ekspedientek z paryskiego domu towarowego ("Wszystko dla pań") i losy kobiety upadłej ("Nana"). W Warszawie Bolesław Prus w 1889 roku ukończył "Lalkę", kilka lat później "Emancypantki", a Thomas Hardy kreślił portrety psychologiczne Tessy ("Tessa d'Urberville") i Sue ("Juda nieznany").

Zmiana postrzegania kobiet nie dotyczyła jedynie artystycznych kreacji, manifestowała się równie mocno w nauce. Psychiatria, neurologia, seksuologia, a nawet lombrozjańska antropologia skierowały uwagę na kobiety. Życie społeczne i nauka podążały jednak w dwóch przeciwnych kierunkach. Tendencje emancypacyjne stopniowo niwelowały różnice między płciami, natomiast badania naukowe - przeciwnie, wzmacniały je.

Pulchna znaczy zdrowa

Dla lekarzy domowych okres od lat 80. XIX wieku do pierwszych strzałów w Sarajewie mijał pod zdecydowaną dominacją blednicy, jak nazywano różne objawy niedokrwistości u kobiet. Dolegliwość rozpoznawano po potliwości rąk, senności, spadku wagi. Najczęściej chorowały na nią dojrzewające panienki, stąd zwano ją nawet "chorobą podlotków".

Leczenie polegało na leżeniu i pochłanianiu wielkich ilości kalorycznych posiłków. Zofia Ordyńska (1882-1972) wspominała, że dr Stanisław Pareński z Galicji, teść Tadeusza Boya-Żeleńskiego, jeden z najbardziej wziętych lekarzy domowych, a jednocześnie autorytet w wyciąganiu podlotków z blednicy, przepisywał swoim pacjentkom następującą dietę: na śniadanie dwie bułki z masłem, jajko na miękko i kakao, na obiad befsztyk po angielsku z kaszą perłową suto okraszoną tłuszczem plus surówka z kiszonej kapusty z cukrem i oliwą. Do tego pół butelki porteru (sic!). Na deser legumina. Potem obfity podwieczorek i kolacja, jabłka z dziurami od żelaznych gwoździ - co miało zwiększyć zawartość żelaza w owocach, smarowane nalewką spirytusową na młodych pędach sosnowych i parę łyżek płynnego suplementu z dużą zawartością żelaza. Jeśli chodzi o dietę, to lekarze z warszawskiego "Zdrowia", najpopularniejszego czasopisma medyczno-społecznego, zgadzali się z sugestiami Pareńskiego. Zalecali spożywanie dużej ilości pieczonego (nie smażonego) mięsa: befsztyków, rostbefów, pieczeni z rożna, baraniny, przy jednoczesnym ograniczeniu owoców i warzyw (które dopuszczano jedynie w małych ilościach jako dodatki do mięs), całkowitym wyeliminowaniu sałaty, kwaśnych przypraw i dresingów, co miało gwarantować pozytywny przebieg kuracji. Z napojów radzono pić gorącą czekoladę i mleko, unikać zaś herbaty i kawy. Leżenie mogło być przerywane nieforsownym spacerem, po którym poddająca się kuracji dziewczyna musiała wracać do łóżka. I tak przez cały miesiąc, aż do całkowitego ozdrowienia.

Kuracja kończyła się spektakularnym przytyciem. Na otyłość jednak patrzono inaczej niż teraz. Zaokrąglona pensjonarka, rumiana na twarzy, o mocnych biodrach i ramionach spełniała kryteria zdrowia i estetyki. Zwroty "dobrze wyglądać", "poprawić się" oznaczały po prostu pożądany stan przytycia. "Wtedy bowiem - pisała Jadwiga z Sikorskich Klemensiewiczowa - nie szczupłe i wiotkie, nad takimi się litowano, uważając je za chore - lecz silne, tęgie, zwaliste kobiety miały powodzenie; dlatego też musiano gorsetami utrzymywać w formie zbyt obfite kształty niewieście. Młode panny, kandydatki na żony powinny być tłuściutkie, pulchne, rumiane na twarzy, jak krew z mlekiem".

W aptece i drogeriach można było kupić rozmaite syropy "antyblednicze", o działaniu wzmacniającym. Sporządzano je na bazie lecytyny w stugramowych flakonach i reklamowano jako niezawodne środki na niedokrwistość i inne schorzenia: neurastenię, gruźlicę, moczówkę, uwiąd starczy i krzywicę.

Na łamach "Zdrowia" lekarze przestrzegali rodziców przed zaniedbaniem objawów młodzieńczej blednicy, która nieleczona miała prowadzić do gruźlicy, powikłań ginekologicznych i zaburzeń nerwowych. W medycznych poradnikach występowała nawet charakterystyczna zbitka: "nerwowość-niedokrwistość", lub "niedokrwistość--nerwowość-melancholia", sugerująca, że u podstaw chorób nerwowych, przede wszystkim histerii i neurastenii, leżą nieprawidłowości związane ze składem krwi. Zgodnie z wytycznymi włoskiego antropologa Cesarego Lombrosa, w poradnikach prezentowano portrety młodych kobiet, na których twarzach można było wyczytać rzekome stygmaty niedokrwistości i zaburzeń psychicznych. Blednica zaliczona została do chorób degenerujących gatunek ludzki, czyli powodujących bliżej niezbadane anomalie, przekazywane potomstwu w procesie dziedziczenia. Przed następstwami blednicy ostrzegała pisarka Gabriela Zapolska, twórczyni Uniwersytetu Latającego Jadwiga Szczawińska-Dawidowa oraz wybitna publicystka Iza Moszczeńska.

(Źródłem wielu chorób kobiet: od nerwowości, melancholii, przez histerię, aż po ciężkie choroby psychiczne - miała być "niedobra" krew. Zgodnie z paradygmatem antropologii Cesarego Lombrosa stygmaty choroby wyciskały się na twarzach kobiet)

Wiele wskazuje na to, że na przełomie wieku XIX i XX zapanowała obsesja blednicy. Przyczyny tego zjawiska są złożone. Pierwsza to widoczny zwrot zainteresowania życiem codziennym i higieną kobiet w czasopiśmiennictwie społeczno-medycznym lekarzy. W 1910 roku Wacław Goździecki, znany higienista, relacjonował: "Dotychczas na kongresach higieny szkolnej zajmowano się przeważnie wychowywaniem chłopców, dziewczęta zaś zostawały w cieniu, zajmowały drugie i trzecie miejsce, jak gdyby w przyszłości jako kobiety dojrzałe miały odgrywać w życiu jedynie role podrzędne".

Epidemia blednicy to również efekt uboczny szukania przez lekarzy związku pomiędzy nieprawidłowościami w składzie krwi a chorobami nerwowymi u kobiet. Pod lupę brano nie tylko kobiety dojrzałe, ale przede wszystkim osoby młode, u których można było w porę wychwycić nieprawidłowości i zapobiec ich rozwojowi. Kolejną przyczyną blednicy był styl życia: brak ruchu, złe odżywianie się, noszenie ciasnego gorsetu, w który zakuwano już 15-letnie dziewczęta. Lekarze prowadzili kampanię przeciw gorsetom, demonstrowali, jak wyglądają ściśnięte fiszbinami żebra, przestrzegali przed gruźlicą, schorzeniami kręgosłupa. Wszystko na nic. Gorset pozwalał ukryć braki figury i kobiety broniły go, dopóki mogły.

Teorii na temat przyczyn blednicy w pierwszej dekadzie XX wieku było więcej. Uważano na przykład, że choroba dotyka lekkomyślne dziewczęta, forsujące nadmiernie młody organizm uciechami i pobudzeniem nerwów. Lekarze przestrzegali rodziców, aby nie wprowadzać córek zbyt wcześnie w świat życia towarzyskiego; wizyt, bali, opery i teatru. Jeden z higienistów karcił nauczycielki pozwalające uczennicom spisywać pamiętniki - miały one drażnić nerwy. Inny narzekał na przeciążenie dziewcząt nauką.
Wedle innej ówczesnej teorii blednica była wynikiem dysfunkcji cyklu miesiączkowego i bezwiednym przejawem budzącego się w dziewczętach seksualnego pożądania. Lekarze alarmowali, że dziewczęta oddają się grzechom tajemnym (masturbacji) równie często jak chłopcy. Na łamach "Zdrowia" rozpatrywano nałożenie na rodziców obowiązku wychowania seksualnego, aby zapobiec rozbudzeniu pożądania i namiętności u dziewcząt.

Blednicę zatem można analizować jako trawiącą nastolatki przypadłość , a także sposób na zdyscyplinowanie i przywołanie do porządku niepokornych córek. Rozplenienie się tej osobliwej choroby u schyłku XIX wieku było odpowiedzią na wzrastającą w sferze publicznej, życiu społecznym i politycznym, samodzielność kobiet.