Wiedza i Życie 06/2016
W numerze m.in.:
Astronomia
Niesamowity towarzysz Saturna; Przemek Berg   Technika
Cichsze, tańsze, bardziej zielone; Andrzej Hołdys   Motoryzacja
Zaprogramowana śmierć na drodze; Paweł Franczak   Medycyna
Drugie życie w sztucznej skórze; Jakub Zimoch   Entomologia
Homoseksualizm owadów; Marek W. Kozłowski   Chemia
Sól niejedno ma imię; Mirosław Dworniczak  
U wybrzeży Omanu odkryto wrak jednego z pierwszych europejskich okrętów, które pływały po Oceanie Indyjskim.
Czy to możliwe, żeby w takim trudnym terenie, daleko od cywilizacji, w sąsiedztwie łosi, dzików i wilków żyła grupa wolnych koni?
Nasze ciała składają się ze 100 trylionów (1 i 20 zer) komórek, dlatego trudno jest sobie wyobrazić, że ponad 2 mld lat temu wyewoluowaliśmy z pojedynczej komórki.
Aktualne numery
09/2017
10/2017
Kalendarium
Październik
23
W 1929 r. w Staruni znaleziono nosorożca włochatego, jedyny na świecie kompletny egzemplarz tego wymarłego gatunku z epoki plejstocenu.
Warto przeczytać
Zmyl trop to użyteczna, ale i pełna powabu oraz przekonująca, kieszonkowa esencja wszystkiego, co chcielibyście wiedzieć o obronie przed inwigilacją.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Magdalena Nowicka | dodano: 2012-06-13
Spektakl zwany demokracją

(Rys. Ela Waga)

Na Zachodzie wieszczą nadejście nowej formuły demokracji, polegającej na nieustającym performensie. Jednym z jaskrawych przykładów demokracji performatywnej ma być... polska transformacja.

"Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają" - cytat z Szekspirowskiego "Jak wam się podoba" stał się jedną z najbardziej wyświechtanych metafor. Jednak współcześnie odwraca się ten utarty schemat myślenia o życiu jednostki jako grze w teatrze: z narzuconą rolą, scenopisem i przewidywalnym zakończeniem. To teatr ma być kwintesencją życia społecznego, ma wyłuskiwać jego najważniejszy przejaw - "czyste" działanie. Co ciekawe, wśród definicji angielskiego wyrazu performance (przedstawienie) tylko jedna dotyczy artystycznego występu, zaś pozostałe koncentrują się wokół takich haseł, jak: zachowanie, czyn, efektywność. Językoznawcy twierdzą, że dopiero w XVI wieku słowo przedstawienie zostało trwale skojarzone z teatrem. Badania archeologiczne zaś dowodzą, że zanim wzniesiono pierwsze amfiteatry, istniały już, do złudzenia przypominające scenę, podwyższenia dla ludowych oratorów oraz trybuny dla słuchaczy.

Do społecznych korzeni przedstawienia wracają artyści uprawiający performens. Ich happeningi wymykają się podziałom na dyscypliny sztuki: malarstwo, rzeźbę, teatr, poezję itd. Coraz częściej performensy nie ograniczają się do kreowania estetycznych impresji, lecz niosą silny ideologiczny przekaz. Warto wspomnieć grupę Black Arts Movement zawiązaną w Harlemie po zabójstwie Malcolma X. Jej członkowie wychodzili z paradoksalnego założenia, że im mocniej będą przez sztukę manifestować swój kolor skóry, tym skuteczniej uwolnią się od rasistowskich stempli (Black will make you and... unmake you - czarny cię czyni i odczyni).

Gramy naszą skonstruowaną (a nie wrodzoną) rasę, gramy naszą kulturowo narzuconą płeć, czyli gender. Judith Butler, guru feminizmu performatywnego, uważa, iż wybór płci kulturowej de facto zależy od tego, do jakiego stopnia jednostka zechce odegrać konwencjonalną rolę kobiety lub mężczyzny. Łatwo powiedzieć, trudniej wprowadzić w czyn. I tu znów do akcji wkracza performens. Butler przekonuje, że ma on funkcję terapeutyczną. Jego rdzeniem jest transgresja, przekraczanie barier i obalanie stereotypów przez... oddanie im sceny. Jak to rozumieć? Jeżeli kobieta zatraci się w tańcu i w pełni uwypukli swoją cielesność, nie sposób będzie zredukować tancerkę do pustej lalki. Barbie co najwyżej może budzić emocje, a nie dzielić się nimi z obserwatorami, jak to czyni tancerka. W tej myśli słychać echo idei Jerzego Grotowskiego, którego imieniem UNESCO ogłosiło rok 2009. Teatr Ubogi Grotowskiego eliminował wszelkie atrybuty tradycyjnego wystawnego spektaklu. Dopiero bez bogatych kostiumów, charakteryzacji, scenografii, ba, nawet bez sceny widz mógł się skupić na aktorze grającym całym swoim jestestwem. W ten sposób ciała prywatne zmieniają się w publiczne, a wszak komunikacja estetyczna uchodzi za skuteczniejszą od kanonady racjonalnych argumentów. Tę zasadę wykorzystywał Grotowski i właśnie jego zgodnie wymieniają wśród swoich "ojców chrzestnych" zwolennicy zwrotu performatywnego w naukach humanistycznych.

Akt I: Od ciała do słowa

Aby wyjaśnić, na czym polega ów zwrot, trzeba się cofnąć przynajmniej do lat 50. XX wieku, kiedy socjolog Erving Goffman zaproponował perspektywę dramaturgizmu. Wedle niego przedstawieniem jest każde działanie człowieka dokonywane w obecności publiki. Maski, tak hołubione w klasycznym teatrze, to nic innego jak odbicie ludzkiego pragnienia zachowania twarzy. Z jedną różnicą - w życiu codziennym owo marzenie jest jednocześnie przymusem. Społeczeństwo wymaga od jednostki, by ta za fasadą swojego statusu, płci, wieku i wyglądu skrywała kulisy, czyli sferę emocji i doznań intymnych. Człowiekowi nieprzerwanie towarzyszy dylemat: sprawiać "estetyczne" wrażenie czy działać zgodnie z samym sobą?

Natomiast nazwę nurtu - performatyka - zaczerpnięto z wykładu filozofa Johna L. Austina pt. "Jak działać słowami", wygłoszonego w 1955 roku na Harvardzie. Austin stwierdził, że istnieje niezwykle istotny typ wypowiedzi, z którymi klasyczna logika sobie nie radzi, ponieważ kryterium prawda/fałsz ich nie dotyczy. Są to zdania performatywne. Człowiek wypowiadając je, chce zmienić rzeczywistość - "działa słowami". Przykłady takich aktów mowy można mnożyć: "Biorę ciebie za żonę", "Przeklinam cię" albo... pamiętne "Proszę państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm" Joanny Szczepkowskiej.

Obie koncepcje padły na podatny grunt. Epoka faszyzmu skompromitowała oświeceniową ideę modernizacji i proceduralnego ładu. Wielu humanistów odeszło od budowania teorii makrospołecznych na rzecz refleksji nad ludzką świadomością oraz nad językiem. Mówiono wtedy o zwrocie interpretatywnym i lingwistycznym. Jednak w latach 80. odezwały się głosy krytykujące ówczesne nurty za zakleszczenie w sztucznym świecie tekstu i zamykanie oczu na działania ludzi. W tym duchu stworzono kierunek akademicki performance studies, który z tradycyjną teatrologią niewiele ma wspólnego. Kładzie nacisk nie na analizę tekstów dramatycznych, lecz na zachowania aktorów - nie tylko teatralnych, lecz także np. lekarzy grających w spektaklu zwanym operacją. Od performance studies, "kolonizujących" coraz to nowe pola badań, do zwrotu performatywnego droga była już krótka.

Performatyka skupia uwagę badacza na społecznej praktyce, czynach dokonywanych tu i teraz. W tym ujęciu kultura, polityka, życie społeczne przestają być tekstem, który trzeba zinterpretować. Są natomiast procesem złożonym z tysięcy maleńkich momentów sprawczych, działań i rzucanych nie na wiatr słów, z których wyłania się zmiana społeczna. "Przedstawienie żyje tylko w teraźniejszości, gdy się dzieje" - tłumaczy Peggy Phelan, profesor Performance Studies na Uniwersytecie Stanforda. Jednak performens nie jest do końca ulotny, bo rzeczywistość, którą opuszcza, różni się od tej, która go poprzedzała. Czasem przedstawienie zostawia jedynie nikły ślad, czasem prowadzi do rewolucji. Dlatego zwrot performatywny ochrzczono także mianem "zwrotu ku sprawczości". Wśród jej mistrzów wymienia się Jana Pawła II. W skostniałą rolę papieża wlał dozę nieprzewidywalności. Spontanicznie ingerował w skrupulatne scenariusze pielgrzymek. Historycy spierają się o stopień sprawczości jego czynów, ale nikt jej nie neguje.

Złośliwi sugerują, że performatyka to nie tyle przełom w humanistyce, ile przejaw znudzenia intelektualistów postmodernizmem. Być może "zwrot" to zbyt szumne określenie, bo trudno mówić tu o rewolucji. Dawne paradygmaty mają się dobrze. Jednak od ponad dwóch dekad performatyka zdobywa uznanie w kulturoznawstwie, socjologii i naukach o komunikowaniu, a od niedawna również w ekologii, prawie i politologii. Lecz co ma wspólnego spektakl z demokracją?

Akt II: Stań się tu i teraz

Hasło "teatru politycznego" obrosło w negatywne konotacje. Kojarzy się z pojedynkami na inwektywy prowadzonymi pod maską "dbania o interes publiczny". Performatyści, czyli akademicy (zazwyczaj o lewicowych poglądach) zaangażowani we wprowadzanie osiągnięć performatyki w życie "zwykłych ludzi", apelują, by pozbyć się uprzedzeń.
Ich zdaniem teatr polityczny ma nieocenioną moc twórczą. Już w latach 30. XX wieku Johan Huizinga, autor "Homo ludens", wskazywał, że reformy polityczne często zaczynają się od kontestacji, która ma w sobie wiele z gry i karnawałowej zabawy. Parę dekad później antropolog Victor Turner, porównując rytuały przejścia w afrykańskim plemieniu Ndembu z powstaniami i buntami z różnych epok i krajów, znalazł wiele podobieństw. Zauważył, że wszystkie przebiegają wedle spójnego schematu, który nazwał dramatem społecznym. Publiczny akt niesubordynacji wobec władzy wyzwala w zbiorowości pierwotną więź communitas. W fazie liminalnej, czyli fazie przejścia, znikają nierówności społeczne i egalitarny lud działa razem. Owszem, po wygaszeniu rebelii wracają hierarchie, ale już nie takie jak dawniej. Dramat chwieje ładem społecznym i, dzięki podobieństwu do mistycznych rytuałów, integruje ludzi. W historii Europy za jeden z najwyrazistszych przykładów dramatu społecznego uważa się pierwsze lata "Solidarności".