Wiedza i Życie 08/2007
W numerze m.in.:
Fotoreportaż
Zbyt cenne, by je nosić; Andrzej Hołdys
Astronomia
Dziwne losy świata; Weronika Śliwa
Meteorologia
Najcieplejsze półrocze; Zbigniew W. Kundzewicz
Technika
Władcy wirtualnych światów; Marcin Bieńkowski
Sport
Zwyciężyć i umrzeć; Magdalena Raszewska
Zoologia
Sekretna broń pajęczaków; Anna i Zbigniew Adamscy
Ekologia
Parada oszustów; Krzysztof Spalik
Zapylanie kwiatów przez zwierzęta, głównie owady, to szkolny przykład symbiozy: owad zyskuje pokarm, roślina możliwość rozmnażania płciowego. Jednak równowaga ta jest chwiejna, a czasem jedna strona oszukuje.
Włosy. Długie, krótkie, gładkie, kręcone, jasne, ciemne, gęste, puszyste, suche, nieraz zaniedbane i brudne, czasem piękne, ale sztuczne...
Kosztują miliony dolarów, zajmują setki metrów kwadratowych i wykonują biliony operacji na sekundę. Superkomputery fascynują nie tylko naukowców i informatyków - poruszają również wyobraźnię zwykłych ludzi.
Powstał w Wielkim Wybuchu i będzie się nieustannie rozszerzał? A może kolejny raz stworzyło go zderzenie dwóch kosmicznych membran?
Aktualne numery
05/2017
04/2017
Kalendarium
Kwiecień
30
W 2010 r. w Oddziale Informatyki Polskich Kolei Państwowych wyłączono ostatni działający w Polsce system teleprzetwarzania opartego o komputer Odra 1305.
Warto przeczytać
Chwila bez biologii… nie istnieje. W nas i wokół nas kipi życie. Dlaczego by wobec tego nie poznać go bliżej, najlepiej we własnym laboratorium? By nie sięgać daleko, można zacząć od siebie.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Jerzy Grundkowski | dodano: 2012-05-28
Sny o morskiej potędze

Choć marszałek Piłsudski, jako wojskowy, nie cenił marynarki wojennej, a nawet ją lekceważył, oficerowie od początku istnienia niepodległego państwa polskiego snuli plany jej budowy. Niektóre były kompletnie nierealne, inne trudne do zrealizowania, a nieliczne wcielono w życie. 

Naczelnik Państwa Józef Piłsudski podpisał dekret o powołaniu Polskiej Marynarki Wojennej już 28 listopada 1918 r., zanim jeszcze objęliśmy nieduży skrawek wybrzeża przyznany na mocy postanowień traktatu wersalskiego. Wzbudziło to wielki entuzjazm i natychmiast zaczęto snuć wielkie plany. Wyżsi oficerowie marynarki nie zdawali sobie jednak sprawy z ekonomiczno-finansowych ograniczeń kraju, niezbyt bogatego i zniszczonego przez wojnę. Pierwotny program budowy floty porażał rozmachem. Przewidywał nawet pancerniki, zupełnie nieprzydatne na Bałtyku, który jest niezbyt głębokim akwenem. W 1924 r. Kierownictwo Marynarki Wojennej opracowało nowy plan, już nieco bardziej realistyczny: „tylko" dwa krążowniki, sześć niszczycieli, dwanaście torpedowców, tyle samo okrętów podwodnych oraz wiele mniejszych jednostek pomocniczych. Ówcześni publicyści krytykowali i ten program jako niemożliwy do realizacji. Uważali, że polska flota musi być przystosowana do działań na Bałtyku, czyli potrzebne są nam niewielkie okręty, a zwłaszcza - łodzie podwodne.

Planowano zakupienie dziewięciu takich jednostek, kosztem prawie 50 mln zł. Chciano utworzyć z nich trzy zespoły uderzeniowe. Okręty miały być dwojakiego rodzaju: podwodne stawiacze min oraz torpedowce. Te pierwsze, posiadające prócz min także wyrzutnie torpedowe, mogły mieć większą wyporność, jednak nieprzekraczającą 950 t. Miały się zanurzać w ciągu pół minuty i móc schodzić na głębokość 80 m. Okręty zamierzano zamówić w sojuszniczej Francji. U schyłku 1925 r. minister spraw wojskowych gen. Władysław Sikorski podjął z konieczności decyzję o zredukowaniu liczby łodzi podwodnych z dziewięciu do trzech. Szef Kierownictwa Marynarki Wojennej, komandor Jerzy Świrski, zdecydował się na trzy stawiacze min i wytargował jeszcze u ministra dwa niszczyciele, zwane wtedy kontrtorpedowcami (na chrzcie otrzymały później imiona „Wicher" i „Burza"). Sikorski postawił jednak warunek: zamówienie trzeba złożyć w Chantiers Navals Français w Caen. Czyżby w grę wchodziła jakaś łapówka? Nie byłby bez skazy nasz przyszły bohater narodowy? To nie tak. Rząd polski mógł kupić okręty jedynie na kredyt. Zabiegał o pożyczkę w sojuszniczej Francji, która była tej idei niechętna. Jednak niektórzy członkowie rządu francuskiego mieli w swych portfelach spore pakiety akcji stoczni w Caen. Stocznia zaś stała. Zresztą nie tylko ona - kryzys dotknął przemysł stoczniowy na całym świecie. W oczywisty sposób wartość akcji stoczni spadała, toteż posiadacze jej walorów przeforsowali, w dobrze pojętym własnym interesie, udzielenie przez Francję kredytu Warszawie. Co tyczy się budowy trzech podwodnych stawiaczy min, to z czterech proponowanych przez Francuzów stoczni nasi fachowcy wybrali tę w Hawrze.

Zaczęto tam budować okręty typu „Wilk". Jako zbyt duże, niezbyt nadawały się one do żeglugi i walki w warunkach Morza Bałtyckiego. Nie płaciliśmy jednak gotówką, więc nie bardzo mogliśmy grymasić. Dane techniczne tych jednostek to: wyporność nawodna - 980 t; wyporność podwodna - prawie 1250 t; długość - 78 m, maksymalna szerokość - 5,5 m, moc obydwu silników spalinowych - 1200 KM; prędkość podwodna - 9,5 węzła; nawodna - 14,5 węzła. Głębokość zanurzenia - 80 m. Jednostki te wolno schodziły pod wodę - aż 50 s zajmowało im zejście na głębokość peryskopową, czyli na około 8 m. Wyposażone były w trzy peryskopy: bojowy, wachtowy i centralny. Uzbrojenie okrętu stanowiło 6 wyrzutni kalibru 550 mm i 40 min z ładunkiem wybuchowym 220 kg każda. Stan załogi podczas pokoju - 5 oficerów oraz 42 podoficerów i marynarzy. Łączny koszt tych trzech jednostek wyniósł 2,37 mln dolarów, czyli około 32 mln zł. Była to ogromna kwota. Można by wystawić za nią kilka brygad pancernych, każdą złożoną z 2-3 baonów pancernych (100-150 czołgów), przynajmniej jeden dywizjon artylerii motorowej oraz 2-3 bataliony piechoty zmotoryzowanej. Przypomnijmy, że 10. Brygada Kawalerii Pancernej gen. Stanisława Maczka, de facto jedyna w pełni uformowana (albowiem druga przedwrześniowa jednostka szybka, Warszawska Brygada Pancerno-Motorowa gen. Grota-Roweckiego, nie zakończyła procesu organizacji), składała się zaledwie z jednego batalionu lekkich i rozpoznawczych czołgów (7TP oraz TK), dwóch pułków kawalerii zmotoryzowanej (24. Pułk Ułanów oraz 10. Pułk Strzelców Konnych) oraz z liczącego 8 dział kal. 75 mm dywizjonu artylerii motorowej. Do brygady Maczka przypisano jedynie niespełna 4% stanu wozów pancernych armii przedwrześniowej...

Polscy podwodniacy wyruszają w świat

Marszałek Józef Piłsudski nie cenił marynarki, jej postulaty traktował obojętnie, a nawet wyniośle. A raz nawet się nieco zdenerwował. Gdy dowódcy marynarki wojennej nie dawali mu spokoju, zarządził szczegółową inspekcję floty oraz flotylli rzecznej. Oczywiście wykryto zaniedbania. Dopiero w końcu 1932 r. kontradmirał Jerzy Świrski wytargował u marszałka zgodę na rozbudowę marynarki wojennej. Krajowe stocznie otrzymały zlecenie na wykonanie kilku trałowców, a z Francuzami podpisano umowę na skonstruowanie stawiacza min. Pięć lat wcześniej włoska firma Ansaldo (produkująca także czołgi, których włoski - kiepski zresztą - marszałek Graziani używał podczas walk na pustyni egipskiej w 1940 r.) wystąpiła z interesującą ofertą sprzedaży RP kilku jednostek podwodnych, przy czym część należności mogłaby być spłacona dostawami węgla. Marszałek jednak nie wyraził zgody. Nie doszła też do skutku ciekawa propozycja hiszpańska - gotowy okręt o niewielkiej wyporności, świetnie nadający się na płytki Bałtyk. Wymyślono już dla niego nazwę: „Kuna", lecz na nazwie się skończyło. „Kuna" w istocie była konstrukcją zaprojektowaną przez nielegalne niemieckie biuro inżynierskie z siedzibą w Hadze. W myśl postanowień traktatu wersalskiego, Reiswehra nie mogła posiadać broni pancernej ani floty wojennej. Wszystkie prace nad prototypami Niemcy musieli prowadzić skrycie. Ostatecznie sprzedano ten okręt Turkom.

Pierwszego maja 1932 r. powstał Dywizjon Łodzi Podwodnych. Prócz trzech podwodnych stawiaczy min („Ryś", „Żbik", „Wilk" - wszystkie były identycznymi jednostkami), wcielono do niego jeszcze okręt-bazę „Lwów" oraz torpedowiec „Kujawiak". Już w sierpniu tego roku dywizjon, wespół z niszczycielami „Burzą" i „Wichrem", złożył oficjalną wizytę w Sztokholmie. Rok później nasze okręty podwodne odwiedziły Helsinki. Latem 1934 r. udały się na dość długą wycieczkę: Oslo, Amsterdam, Kopenhaga. W następnym roku popłynęły do Tallina. Wszystkie te rejsy wykorzystywano do ćwiczebnych ataków torpedowych. Dowódcy zaś doskonalili się w sztuce nawigacji. Nie obyło się bez awarii i niedoróbek. W kwietniu 1936 r. na „Rysiu" doszło do wybuchu akumulatorów. Poparzeniu uległo kilku marynarzy. Na szczęście nikt nie zginął. Przeprowadzono  śledztwo, zlecone przez Kierownictwo Marynarki Wojennej. Sprawę zamieciono pod dywan. Dowódca dywizjonu, komandor porucznik Eugeniusz Pławski, otrzymał „kopniaka w górę" - został przeniesiony na stanowisko zwierzchnika broni podwodnej w Kierownictwie Marynarki Wojennej.  Gdy dowódca marynarki, kontradmirał Jerzy Świrski, zauważył, że trzy nasze okręty typu „Wilk" nie miały aparatów podsłuchowych, podjęto starania o ich zdobycie. Zamówiono je - jak zwykle - nad Sekwaną. Niestety, przed 1 września 1939 r. tych jakże istotnych aparatów nie zainstalowano...