Wiedza i Życie 10/2008
W numerze m.in.:
Fizyka
Polski wkład w nową fizykę; Michał Turała
Geografia
Rozbiór Arktyki; Andrzej Hołdys
Psychohistoria
Król i Kardynał; Jerzy Besala
Astronomia
Ach, cóż to był za błysk!; Lech Mankiewicz
Oceanografia
Dno na łączach; Andrzej Hołdys
Matematyka i fizyka
Problem kryształu z punktu widzenia kafelkarza; Jacek Miękisz
Węgiel
Największy z najpiękniejszych; Tomasz Sobczak
Jeszcze w tym roku u wybrzeży Kalifornii zacznie działać pierwsze na Ziemi podmorskie obserwatorium z prawdziwego zdarzenia. Ocean zadziwia tu obfitością życia, a także daje badaczom łatwy dostęp w głębiny, gdzie czeka na nich to, o czym marzą najbardziej - nieznane.
Jak powstają czarne dziury? Polski detektor w Chile pierwszy zaobserwował narodziny jednej z nich.
Znany z powieści Aleksandra Dumasa Ludwik XIII Burbon chciał, by zwano go Ludwikiem Sprawiedliwym, jednak współcześni zwali go Ludwikiem Niepojętym. Jego osobowość była kłębowiskiem sprzeczności.
W 1996 roku Noblem nagrodzono odkrycie fullerenów, a we wrześniu tego roku nagrodę Europejskiego Towarzystwa Fizycznego, której laureaci zostają często później noblistami, otrzymali Andre Geim i Kostya Novoselov...
Aktualne numery
09/2017
10/2017
Kalendarium
Październik
23
W 1929 r. w Staruni znaleziono nosorożca włochatego, jedyny na świecie kompletny egzemplarz tego wymarłego gatunku z epoki plejstocenu.
Warto przeczytać
Zmyl trop to użyteczna, ale i pełna powabu oraz przekonująca, kieszonkowa esencja wszystkiego, co chcielibyście wiedzieć o obronie przed inwigilacją.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Dominika Oramus | dodano: 2012-05-28
Joyce'a teoria wszystkiego

W porównaniu z fizyką literatura znajduje się w komfortowej sytuacji: nie musi szukać swej teorii ostatecznej. Krytycy uważają, że poza dzieło „Finnegans Wake” Jamesa Joyce’a nie da się wykroczyć, jego autor zaś bywa nazywany Einsteinem literatury.

W lutym minęło 130 lat od urodzin Jamesa Joyce’a, a ponieważ postawił on ostatnią kropkę w tekście „Ulissesa” dokładnie w swoje 40. urodziny, świętujemy również 90. rocznicę napisania najgłośniejszej powieści w dziejach kultury zachodniej. Interpretowanie „Ulissesa”, doszukiwanie się w nim ukrytych znaczeń i zakodowanych aluzji wypełniło życie zawodowe niejednego anglisty. Powieść tę uznaje się za szczytowe osiągnięcie tzw. wysokiego modernizmu, po którym podobno nie można już stworzyć nic odkrywczego formalnie. 

Smutcholijne peliczaple

Po ukazaniu się „Ulissesa” Joyce żył jeszcze przez 17 lat i cały czas gorączkowo pracował nad kolejną, ostatnią już książką, której zawiłości są wśród literaturoznawców legendarne – jej poszczególne zdania, a nawet słowa są zaszyfrowane. „Finnegans Wake”, przetłumaczone właśnie na polski jako „Finneganów tren”, było najbardziej oczekiwanym dziełem okresu międzywojennego. Joyce, emigrant z Irlandii, mieszkający na stałe w Paryżu poliglota, tworzył coraz to nowe wersje tej książki, poprawiał, cyzelował, a plotki wokół tajemniczego i ponoć monumentalnego dzieła narastały. Wydawca Joyce’a Faber publikował co kilka lat drobne fragmenty powstającego tekstu; ku konsternacji przyjaciół, wielbicieli i sponsorów Joyce’a odbiegały one bardzo od oczekiwań. Przypominały trochę nonsensowne zabawy słowne poetów absurdu i w dużej części były niezrozumiałe, gdyż napisane w języku, który tylko „z grubsza” przypominał angielski. 

Po dziś dzień książka obrasta interpretacjami i glosariuszami, publikowane są zarówno rozbudowane „streszczenia” zawartości poszczególnych jej części, pisane normalną angielszczyzną, jak i leksykony wyjaśniające odniesienia mityczne, historyczne i literackie tekstu. Joyce napisał go z wykorzystaniem kalamburów słownych, zwanych po angielsku puns. Są to neologizmy stworzone z kilku rzeczywiście istniejących wyrazów; znaczenie puns jest wyczuwalne bardziej intuicyjnie niż rozumowo. Zazwyczaj funkcjonują jako żarty językowe okraszające standardowy tekst, bardzo rzadko można spotkać utwór pisany wyłącznie w ten sposób, chociaż na gruncie literatury angielskiej istnieje precedens – żartobliwy poemat heroiczny „Jabberwocky”, którego tekst Alicja znalazła po drugiej stronie lustra. 

Maciej Słomczyński przetłumaczył go jako „Dżabbersmok”, starając się z rozmaitym skutkiem oddać angielskie puns w języku polskim. W pierwszej zwrotce opisującej scenerię walki z Dżabbersmokiem „Peliczaple stały smutcholijne / I zbłąkinie rykoświstąkały”. Echa znanych słów: pelikany, czaple, smutny, melancholijny, zbłąkany, ryczały, świstały i kląskały, składają się na znaczenie tego tekstu, które chociaż niedostępne wprost, jest wyraźnie zasygnalizowane. Carroll i jego polski tłumacz ograniczają się jednak do zabaw w ramach jednego języka, podczas gdy w „Finnegans Wake” kalambury są „eurangielskie” – ich kanwą jest angielski (tak jak angielska jest i składnia), ale skojarzenia wywodzą się z rozmaitych języków europejskich. Najlepszy efekt Joyce osiąga wtedy, gdy te same słowa mają różne znaczenia w zależności od indywidualnych skojarzeń czytelników, różniących się między sobą wiedzą lingwistyczną. Jest tak na przykład w scenie, gdy bohaterka książki pociesza płaczącego syna słowami: muy malinchilly malchick. Przez skojarzenia graficzne i słuchowe z wyrazami angielskimi: my, melancholy, chilly, male, chick oznaczać to może „mój smutny i zmarznięty kurczaczku”; jeśli jednak czytelnik zna słowa rosyjskie moi, malenkij, malczik zrozumie okrzyk jako „mój mały chłopczyku!” (polski tłumacz zdecydował się na muy melanchy malczyku! – pozostawiając skojarzenia z mały i melancholijny). Oba odczytania są prawidłowe i żadne nie jest ostateczne, gdyż dobra interpretacja „Finnegans Wake” musi zakładać wieloznaczność i świadomość niedookreślenia tekstu, który jest, by posłużyć się terminem Umberto Eco, dziełem otwartym. W tym znaczeniu nie można „przepisać” „Finnegans Wake” w normalnej angielszczyźnie (ani polszczyźnie) ani też oddać tekstu w żadnym alfabecie niefonetycznym, np. w ideogramach.

Sen czy jawa?

Książka Joyce’a, tak jak i opowieści o Alicji Lewisa Carrolla oraz ostatni rozdział „Ulissesa”, ma formę snu lub luźnych skojarzeń umysłu osoby zasypiającej. Tytuł, który polskie tłumaczenie z konieczności zawęża, sugeruje kilka interpretacji: „Finnegans Wake” może oznaczać dosłownie „Finneganowie budzą się”, a przez to nawiązywać do starych irlandzkich legend o olbrzymie imieniem Finn MacCool, który śpi wielusetletnim snem w oczekiwaniu na przebudzenie niczym nasi rycerze pod Giewontem. Jeśli jednak do tytułu dostawić niesłyszalny w żaden sposób apostrof, uzyskamy frazę „Finnegan’s Wake”, wtedy „wake” oznacza tradycyjne czuwanie w noc przed pogrzebem przy zwłokach niejakiego Finnegana. Takie odczytanie nawiązuje zaś do komicznej piosenki „Finnegan’s Wake” śpiewanej przez irlandzkich emigrantów w USA na początku XX w. Piosenka ta z refrenem zawierającym frazę: „Nieprawdaż, że świetnie się bawimy na czuwaniu przy zwłokach Finnegana?”, to historia pewnego murarza, Tima Finnegana, który każdy dzień pracy rozpoczynał od napicia się z butelki, gdyż „z miłością do trunku się urodził”. Pewnego dnia tak ciążyła mu głowa, że spadł z drabiny, rozbił czaszkę i zmarł. Zaniesiono go więc do domu, ciało owinięto czystym prześcieradłem, a wokół zebrał się krąg irlandzkich znajomych, by przy whiskey i porterze czuwać nad ciałem do rana. Wkrótce jednak wywiązała się sprzeczka, następnie bójka, a kiedy rzucona niecelnie butelka whiskey trafiła w łóżko i alkohol opryskał zwłoki, Tim podniósł się natychmiast i dołączył do burdy.

Tak różnorodne skojarzenia – od bogów i mitów po pijackie przyśpiewki rodem z kultury ludowej – są materiałem, który Joyce wykorzystuje, tworząc opowieść nad opowieściami. „Finnegans Wake” jest bowiem książką ostateczną, w żartobliwy i zakodowany sposób ujmującą wszystko: całą historię, całą cywilizację, całą kulturę. Główny bohater, we śnie nazywany Humphrey Chimpden Earwicker (a na jawie Porter) to prosty człowiek, właściciel dublińskiego pubu, protestant, z pochodzenia Skandynaw. Wywodzi się z rasy dawnych zdobywców celtyckiej wyspy, budzi więc niechęć w ksenofobicznym Dublinie. Earwicker jest generalizacją losów człowieka, „każdym” – jego inicjały HCE są ważniejsze niż samo nazwisko i przewijają się w wielu nazwach własnych przez tekst całej książki, np. jako „Here Cometh Everybody” (oto nadchodzi każdy) czy też „Haveth Children Everywhere” (ma dzieci wszędzie). Jego żona Anna Livia bywa utożsamiana czasem z przepływającą przez Dublin rzeką Liffey oraz z siłą życiową – life – jaką daje woda, i ciągłością zapewnianą przez nurt rzeczny, od wieków toczący wody z gór do morza. Część sił matki przejmuje jej młodsze wcielenie, Isabel, córka kusicielka zwana Izzy i utożsamiana w niektórych rozdziałach z mityczną kochanką z Irlandii – Izoldą. Earwicker ma również synów bliźniaków, których imiona zmieniają się w rozmaitych partiach tekstu: Kevin i Jerry, a czasem Shem i Saun. Stanowią oni alter ego dwóch braci: nieodpowiedzialnego artysty wzorowanego na Jamesie Joysie i jego praktycznego, ciężko pracującego pozbawionego wyobraźni brata – Stanislaua Joyce’a. Bracia ci symbolizują wszelkie przeciwstawne żywioły, opozycje, które zawsze dążą do syntezy i nigdy jej nie osiągają. Są dobrym i złym synem Noego, Celtem z dawnej Irlandii i skandynawskim wikingiem, który najechał jego ziemie, rzemieślnikiem i poetą.

Kołowrót dziejów  

Akcja książki to sen wyśniony przez Earwickera w sobotnią noc. We śnie tym jego pięcioosobowa rodzina odgrywa wiecznie powtarzający się cykl historii ludzkości z niewielką pomocą postaci epizodycznych: barmana i sprzątaczki z pubu, oraz postaci z obrazu na ścianie: Archanioła Michała, odganianego przez niego szatana, czterech ewangelistów utożsamianych z czterema rogami łóżka. Ewangeliści stapiają się w sennym widzie w jedną istotę o imieniu Mamalujo (polski tłumacz pozostawia imię niezmienione), pełniącą rolę chóru greckiego komentującego wydarzenia. Jego pochodzenie można wywieść z popularnej modlitwy odmawianej przez dzieci przed snem, którą w dzieciństwie musiał odmawiać i Earwicker:

Matthew, Mark, Luke and John, 
Bless the bed that I lie on.
Four corners to my bed, 
Four angels round my head;
One to watch and one to pray 
And two to bear my soul away. 

Mateuszu, Marku, Łukaszu i Janie,
Błogosławcie me łóżko, gdy kładę się na nie.
Cztery rogi ma me łóżko
Cztery anioły nad poduszką.
Jeden, by strzec, drugi modlić się, gdy trzeba,
Dwóch, by unieść mą duszę do nieba.

We śnie Earwicker staje się odwiecznym budowniczym, tworzy miasta, które – choć niezniszczalne – wciąż się zmieniają. Swoje siły twórcze angażuje w wieczne odbudowywanie dawno zburzonych imperiów, ale ponieważ sam zgrzeszył przeciw czystości, jego budowle, jak wszelkie cywilizacje stworzone przez ludzi, są skażone grzechem i w rezultacie skazane na zagładę. Jego wiecznie skłóceni synowie odziedziczyli tylko po połowie jego siły, żona symbolizująca wszelkie rzeki świata zawsze okazuje się rzeką Liffey, a wszelkie prehistoryczne miasta – Dublinem. Dublin to mityczne „wszędzie”, każde miasto w każdych czasach, gdzie zawsze rozgrywa się ten sam scenariusz: ojciec-król-patriarcha upada przez grzech.

Ten tajemny i mityczny grzech ze snu jest zapewne sposobem odreagowania poczucia winy, które bohater odczuwa na jawie, a które – jak można się domyślić z licznych zawoalowanych aluzji – jest skutkiem zakazanych kazirodczych uczuć, jakie żywi do Izzy. Wina, niczym grzech pierworodny, jest dziedziczna, ludzkość zawsze zdradza i łamie przykazania, imperia zawsze padają przez nieczyste żądze, lecz tylko dzięki nim są odbudowywane. Dwa przeciwne pierwiastki, dążność do budowania oraz dążność do zagłady, charakteryzują każdego mężczyznę, a równoważy je żywioł trzeci – kobiecość w jej dwóch aspektach matki Ewy i córki Izoldy. Mężczyźni to miasta, a kobiety – rzeki przez nie przepływające, które umierają w morzu, lecz chmury powstałe z parującej wody morskiej płyną po niebie w kierunku źródeł rzeki. Tak więc śmierć rzeki to początek nowego życia i nowego cyklu.

„Finnegans Wake” nawiązuje do teorii Giovanniego Battisty Vico, włoskiego historiografa żyjącego na przełomie XVII i XVIII w., wedle którego historia toczy się kołem, a każdy cykl składa się z kolejnych etapów: teokracji, arystokracji i demokracji. Po tej ostatniej następuje ricorso, czyli powrót do stanu początkowego i otwarcie nowego cyklu. Joyce stosuje ten schemat w skali mikro – na przykładzie jednej dublińskiej rodziny, wywodzącej się od legendarnego olbrzyma Finna, który zasnął, a wtedy nastał czas władzy patriarchy – ojca synów i córki. Kiedy jego czas się dopełnił, synowie przejęli władzę i powołali do życia republikę ludu, od początku skazaną na zagładę, gdyż u jej podstaw leży pogwałcenie prawa ojca. Upadek republiki to jednocześnie przebudzenie Finnegana, powrót starych czasów i początek nowego cyklu.
Tak enigmatyczna książka zaprasza do coraz to nowych interpretacji, a rozmaici hobbyści od lat zabawiają się, szukając ukrytego klucza do szyfru Joyce’a. 

Odkąd powstał internet, niewielkie, lecz bardzo aktywne grono wielbicieli „Finnegans Wake” zawiesza tam swoje przemyślenia. Po pierwsze, powstają leksykony słów po łacinie, grecku, galijsku czy niemiecku, użytych w tekście Joyce’a, oraz zestawienia jego puns wraz z wyjaśnieniami. Po drugie, można znaleźć egzegezy i streszczenia książki; listy imion własnych i nazw geograficznych wraz z wyjaśnieniami ich pochodzenia – a Joyce czerpie całymi garściami z rozmaitych mitologii. Po trzecie i dla krytyków najważniejsze: można tam również znaleźć notatki Joyce’a, w których zapisywał swoje pomysły i szkicował poszczególne sceny książki. Językiem wszystkich tych stron www jest angielski – język, od którego Joyce stopniowo odchodził, kodując coraz to nowe znaczenia na podstawie słów pochodzących z innych języków europejskich i w ten sposób tworząc zupełnie własny dialekt – eurangielski.