Wiedza i Życie 05/2009
W numerze m.in.:
Mikrobiologia
Zabójcze pleśnie; Jan Grajewski, Magdalena Twarużek
Jak to działa
Latające skrzydło; Łukasz Sołtysiak
Socjologia
Spektakl zwany demokracją; Magdalena Nowicka
Medycyna
Plemniki z usterką; Anna i Zbigniew Adamscy
Geologia
Morze bez wody; Andrzej Hołdys
Historia
Św. Anna Samotrzeć ze Strzegomia; Henryk Szczepański
Astronomia
Minigwiazdy czy maksiplanety?; Weronika Śliwa
Ponadsześćsetletni unikatowy obraz należy do kanonu dzieł malarstwa średniowiecznego. Jest "dobrym znajomym" koneserów sztuki, ale wciąż jest za mało znany szerszemu ogółowi.
Czy to możliwe, aby tak wielki akwen jak Morze Śródziemne mógł cały wyparować? Owszem, to już się zdarzyło. I to całkiem niedawno. Cud, że znów istnieje.
Na Zachodzie wieszczą nadejście nowej formuły demokracji, polegającej na nieustającym performensie. Jednym z jaskrawych przykładów demokracji performatywnej ma być... polska transformacja.
Już w starożytności wiedziano o ich niebezpiecznym działaniu. Zatruwały archeologów, skutecznie rozprawiały się z całymi armiami. Obecnie również są wielkim zagrożeniem dla ludzi i zwierząt. Mikotoksyn nie można lekceważyć.
Aktualne numery
09/2017
10/2017
Kalendarium
Październik
18
W 1989 r. została wystrzelona amerykańska sonda kosmiczna Galileo, przeznaczona do badań Jowisza.
Warto przeczytać
Mechanika kwantowa jest piękną, precyzyjną i logiczną konstrukcją matematyczną, doskonale opisująca Naturę. Z tym że właściwie nikt nie wie, jak należy ją rozumieć.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Adrian Kin, Robert Niedźwiedzki | dodano: 2012-05-28
Polskie gigamuszle

(Fot. Największy polski amonit Pachydesmoceras cf. pachydiscoide. Węglanowa ośródka muszli o średnicy 1,18 m, pochodząca z kamieniołomu margli kredowych w Opolu)

Dotychczas znaleziono na świecie jedynie kilkadziesiąt amonitów o średnicy przekraczającej metr. Od niedawna również nasz kraj może poszczycić się takim okazem.

Amonity były jednymi z najbardziej rozpowszechnionych mięczaków w morzach i oceanach mezozoiku popularnie zwanego erą dinozaurów. Występowały na Ziemi przez 340 mln lat, od dewonu aż do wielkiej katastrofy u schyłku kredy, gdy wymarły wraz z 75% gatunków ówczesnej fauny. Niewielkie ich skupiska lokalnie przetrwały ten kataklizm, ale wkrótce i one podzieliły los swoich pobratymców. Dzisiaj żyją ich krewni – łodziki – o podobnym wyglądzie i do pewnego stopnia zbliżonej budowie.

Zdecydowana większość spiralnie skręconych muszli amonitów ma średnicę nieprzekraczającą kilkunastu centymetrów. Okazy od 0,5 do 1 m występują w skałach sporadycznie. Z kolei mierzące więcej niż metr spotyka się wyjątkowo rzadko – są one prawdziwymi unikatami, niezwykle cenionymi przez muzea, gdyż znacząco podnoszą wizualne walory wystaw paleontologicznych i przyciągają licznych zwiedzających. Dotychczas znaleziono na świecie jedynie kilkadziesiąt takich ponadmetrowych amonitów. Na największego natknięto się w XIX w. w Westfalii. Jego doskonale zachowana, niemal kompletna wapienna ośródka (naturalny odlew) ma gigantyczną średnicę – aż 174 cm. Na tym obszarze wydobyto też nieco mniejsze ośródki muszli amonitów (choć także mierzące ponad metr) oraz pokaźne fragmenty amonitowych zwojów – z rekonstrukcji wynika, że osobniki te osiągały 2,5–3 m!

Polskie giganty

W Polsce za rekordzistę uznawano dotychczas okaz wydobyty w Opoczce Małej koło Annopola i eksponowany w Muzeum Geologicznym PIG-BIP przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Nie zachowała się jego komora mieszkalna, jednak wewnętrzne skręty fragmokonu (tj. części przegrodowej) mają średnicę 98 cm. Co prawda przed I wojną światową w rejonie Stanisławowa znaleziono trochę większego amonita, ale nie opisano go szczegółowo. Potem zaginął i przypuszczalnie nie przetrwał do naszych czasów. Inne wielkie (około 60–85 cm) okazy pozyskano z licznych odsłonięć górnej kredy zlokalizowanych wzdłuż doliny środkowej Wisły. W pozostałych rejonach Polski nie notowano tak dużych osobników, z wyjątkiem olbrzyma (80 cm średnicy) ze świętokrzyskiej wsi Kije, opisanego w 2010 r. przez dr. Zbigniewa Remina (Wydział Geologii Uniwersytetu Warszawskiego).

Ostatnio odkryto jednak nowe eldorado wielkich amonitów w Polsce – opolskie kamieniołomy kredy. Już przed wojną znajdowano tam półmetrowe okazy. W 2007 r. Adrian Kin wydobył „rekordzistę” – przedstawiciela gatunku Pachydesmoceras cf. pachydiscoide mającego niemal kompletną muszlę o wielkości 118 cm. Jest to nie tylko największy okaz w naszym kraju, ale i najstarszy wśród opisanych polskich gigantycznych amonitów (pochodzi ze środkowego turonu, czyli sprzed około 92 mln lat, pozostałe zaś głównie z santonu i kampanu). Publikacja autorów niniejszego artykułu – Adriana Kina i Roberta Niedźwiedzkiego – na temat tego olbrzyma ukazała się pod koniec ub.r. w czasopiśmie „Cretaceous Research”. Chociaż opolski Pachydesmoceras ma największą średnicę, nie oznacza to pełnej detronizacji górnoturońskiego (około 90 mln lat) amonita z Opoczki Małej, gdyż ten ostatni jest o wiele mniej kompletny i po przeprowadzeniu przez autorów pełnej rekonstrukcji okazało się, iż przypuszczalnie jego średnica mierzyła 165 cm, czyli znacznie więcej niż wszystkie pozostałe rodzime amonity.

Wśród innych olbrzymich amonitów prezentowanych na rozmaitych krajowych wystawach muzealnych znajduje się górnokredowy gatunek Menuites wittekindi o średnicy 82 cm pochodzący z Ciszycy-Kolonii nad Wisłą, który można oglądać w Muzeum Ziemi PAN w Warszawie. Ma on około 73 mln lat. Kolejny kolos, tym razem z rodzaju Lewesiceras, o średnicy 75 cm znajduje się w Geo Muzeum w Parku Dinozaurów w Nowinach Wielkich koło Gorzowa Wielkopolskiego. A trochę mniejszy przedstawiciel tego rodzaju jest we wrocławskim ogrodzie botanicznym.

Skąd te rozmiary?

Trudno wyjaśnić, dlaczego najwięcej wielkich amonitowych konch jury i kredy można znaleźć w skałach powstałych w relatywnie chłodnych strefach geograficznych. Chociaż również i dzisiaj największe współczesne głowonogi – kałamarnice Architeuthis duxMesonychoteuthis hamiltoni – zamieszkują chłodne wody, ale na wielkich głębokościach, czego nie udowodniono w przypadku amonitów. Pierwsza z nich występuje w rejonach stoków kontynentalnych na obszarze niemal całego świata, druga zaś wyłącznie wokół Antarktydy.

Być może zależało to od tempa asymilacji soli wapniowych z wody morskiej, z których amonity budowały swoje piękne muszle. Wiadomo, że substancje te łatwiej rozpuszczają się w zimnej wodzie i w konsekwencji są dostępne w dużych ilościach właśnie w chłodnych zonach geograficznych. Oczywiście współczesne kałamarnice olbrzymie nie mają zewnętrznej muszli i powyższe zagadnienie po prostu ich nie dotyczy.

Jeszcze inna koncepcja głosiła, że gigantyzm amonitów wiązał się z pogorszeniem zdolności lokomocyjnych i był jednym z przejawów degeneracji tej grupy, prowadzącej do jej wymarcia pod koniec kredy. Tę tezę zarzucono, choćby z racji tego, iż gatunki o monstrualnych muszlach zawsze stanowiły

znikomą część różnowiekowych zespołów amonitowych. Formy takie pojawiały się już w triasie, w jurze i wczesnej kredzie, najliczniejsze były zaś w kampanie, a więc na długo przed wyginięciem amonitów. Wydaje się, że zjawisko gigantyzmu mezozoicznych amonitów częściowo można wiązać z okresem maksymalnego rozkwitu całej grupy – im więcej gatunków żyje w danym przedziale czasu, tym bardziej prawdopodobne, iż część z nich osiągnie ponadprzeciętne rozmiary. Dodatkowo tendencja do rozwoju dużych, niezbyt mobilnych amonitów zapewne zależała od sprzyjających warunków ekologicznych (np. nie mogły one bytować w akwenach bardzo płytkich, odznaczających się dużą dynamiką). Na tej podstawie przyjmuje się także, iż znaleziska olbrzymich amonitów w skałach o płytkowodnej genezie mogą być efektem tzw. dryfu pośmiertnego – prądy morskie unosiły muszlę obumarłego mięczaka tak długo, aż trafiała ona na rozległy płytkowodny obszar, gdzie podlegała stopniowemu zatopieniu i bezwładnie opadała na powierzchnię dna. Czy tak było również z opisanymi gigantami z Annopola i Opola? Wydaje się, że podobny scenariusz jest możliwy, lecz aby jednoznacznie odpowiedzieć na to frapujące pytanie, należy przeprowadzić dalsze szczegółowe badania w obu unikalnych lokalizacjach. Oczywiście dryfująca w toni oceanicznej pusta muszla może zatonąć także wcześniej, będąc jeszcze na środku oceanu, ale wówczas ma małe szanse zachowania. Opada wszak w głębiny, poniżej tzw. strefy CCD, czyli strefy rozpuszczania węglanu wapnia, która dzisiaj znajduje się zazwyczaj na głębokości kilku kilometrów. Poniżej niej wszelkie szczątki zbudowane z węglanu wapnia (a więc i muszle amonitów) ulegają całkowitemu rozpuszczeniu, nie pozostawiając po sobie praktycznie żadnych śladów.

Na zakończenie należy jeszcze podkreślić, że w razie opadnięcia gigantycznej muszli na obszarach skrajnie płytkowodnych (tj. znacznie powyżej podstawy falowania – np. w strefach mielizn) lub wyrzucenia jej na plażę, w zdecydowanej większości przypadków ulegała ona całkowitej destrukcji, np. wskutek niszczącego działania fal morskich. Wbrew pozorom grubość muszli gigantycznego amonita nie przekraczała bowiem kilkunastu–kilkudziesięciu milimetrów!