Wiedza i Życie 04/2010
W numerze m.in.:

Techniki medyczne
Ciało bez tajemnic; Cecylia Ekiert
Chemia
Melamina - oszust w mleku; Jarosław Chrostowski
Geofizyka
W pogoni za biegunem; Andrzej Hołdys
Historia
Litymbrion znad Rawy; Henryk Szczepański
Prawo
Paragrafy w kosmosie; Wojciech Szlawski
Zdrowie
Dodatkowy zawrót głowy; Joanna Ziembicka

Rozmowa z archeologiem, prof. dr. hab. Andrzejem Kokowskim, dyrektorem Instytutu Archeologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Od 1977 roku prowadzi badania na Lubelszczyźnie. Odkrywca siedzib Gotów...
Dr Edmund Strążyski należał do kręgu najbliższych przyjaciół Witkacego, który cenił go jako rysownika i malarza, ale przede wszystkim człowieka. Staś Edzika nazywał Litymbrionem. Urodził się w Katowicach 25 listopada 1889 roku jako...
Półtora roku temu była to afera ogólnoświatowa: dzieci umierały po spożyciu chińskich odżywek mlecznych z dodatkiem melaminy. Władze Chin znalazły winnych, zapadły nawet wyroki śmierci. Tymczasem w Polsce bezpośrednim skutkiem afery...
Bez najmniejszego cięcia potrafimy dziś precyzyjnie ocenić wielkość i zarysy organów wewnętrznych, a często także czynność wielu układów i narządów. Współczesna diagnostyka obrazowa wykorzystuje wiele zjawisk fizycznych...
Aktualne numery
07/2017
06/2017
Kalendarium
Czerwiec
23
W 1868 r. Amerykanin Christopher Sholes opatentował pierwszą zdatną do wykorzystania praktycznego maszynę do pisania.
Warto przeczytać
Odkrycia Svante Pääbo zrewolucjonizowały antropologię i doprowadziły do naniesienia poprawek w naszym drzewie genealogicznym. Stały się fundamentem, na którym jeszcze przez długie lata budować będą inni badacze

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Magdalena Tilszer | dodano: 2012-05-28
Wojna płci

Gdy w świecie ludzkim trwała rewolucja seksualna, naukowcy zajmujący się światem zwierząt już wiedzieli, że nie ma mowy o wspólnym interesie partnerów. Przyczyna - rozmnażanie płciowe nie jest sprawiedliwe. Samice ponoszą dużo większe koszty związane z wydaniem na świat potomstwa niż samce. Już samo wyprodukowanie komórek jajowych zaopatrzonych w materiał odżywczy, z którego będzie korzystać zarodek, wymaga o wiele większych nakładów energii niż wydanie plemników.


Wydawać by się mogło, że to żaden koszt wyprodukować jedną komórkę, a jednak... Samice wielu gatunków, od owadów po ssaki, w czasie rozrodu przestają rosnąć. Mają bowiem do wyboru: inwestować we własne ciało lub we własne potomstwo. Z tej nierówności nakładów wynika więc rozbieżność interesów samca i samicy. Ona w ciągu całego życia produkuje niewiele komórek jajowych, a każda jest kosztowna. By zapewnić sobie dobrą jakość potomstwa, musi przede wszystkim starannie wybrać partnera. On w kontaktach z płcią przeciwną może iść na ilość, a nie jakość. Wnioski - w interesie samców jest poligamia, samic natomiast - monogamia.

Zdecydowana większość gatunków na świecie jest poligamiczna. Czy znaczy to, że samce postawiły na swoim? A może monogamia wcale samicom nie służy? W świetle najnowszych badań nad konfliktem płci trudno o jednoznaczną odpowiedź. Z jednej strony samce dążą do zdobycia jak największej liczby partnerek, często wymuszając kopulacje wbrew woli samicy. Z drugiej zaś samice potrafią obrócić to na swoją korzyść i czerpać z (niechcianej nawet) poligamii większe zyski niż z monogamii.

Kwestia podejścia

Na razie najwięcej na temat konfliktu płci mogą powiedzieć specjaliści od bezkręgowców. Sytuacja samic w tej grupie zwierząt jest nie do pozazdroszczenia. Nie tylko muszą inwestować więcej w komórki rozrodcze, ale w dodatku zaloty i kopulacja także kosztują je więcej niż samców. Przykładem drastycznego braku równouprawnienia płci są nartniki, długonogie owady, które ślizgają się po powierzchni wody.

Samica potrafi przechować żywotne plemniki przez 10 dni. Sama żyje raptem sezon, więc kilka kopulacji wystarczy do zapłodnienia wszystkich jaj. Jej sukces rozrodczy będzie ograniczał bardziej niedobór pokarmu niż liczba partnerów. Głodna samica składa mniej jaj. Podobnie większy wpływ na liczbę potomstwa będą miały drapieżniki. Sukces reprodukcyjny samca natomiast w największym stopniu zależy od liczby samic, które może zdobyć. Nie wystarczy po prostu zdobyć partnerkę, warto być jeszcze tym ostatnim, z którym kopulowała. U nartników, podobnie jak u wielu innych owadów, najwyższy odsetek zapłodnionych jaj ma ten z samego końca kolejki.

Dla samca wymuszenie kopulacji i sam akt wiąże się z pewnym ryzykiem i wymaga sporo energii, ale zyskiem jest bezpośredni wzrost sukcesu reprodukcyjnego. Tymczasem samicy kolejna kopulacja przynosi jedynie straty. Jakie? Złączona para jest lepiej widoczna dla drapieżnika i ma niewielkie możliwości ucieczki. Nic dziwnego, że staje się łatwiejszą zdobyczą. Samica, która chce uniknąć niepotrzebnych kopulacji, stara się omijać miejsca, w których mogłaby spotkać polujących na nią samców. Oznacza to, że musi żerować na gorszych terenach, czyli mniej obfitych w pokarm lub bardziej niebezpiecznych. Na dodatek podczas kopulacji samica nosi samca przyczepionego do swojego grzbietu.

Trudno z takim balastem polować na owady. Na domiar złego często zdarza się, że jakiś samotny samiec zapragnie zrzucić szczęściarza. Na grzbiecie samicy wywiązuje się walka. A jej ofiarą pada ta, o którą się toczy. Tonie pod ciężarem zalotników. Nic dziwnego więc, że stara się za wszelką cenę zrzucić natrętnego amanta. Najczęściej to się udaje, ale wymaga dużego wysiłku.

Tajna broń samicy

Podobny lub gorszy los spotyka muchę gnojową. Samica próbująca pozbyć się naprzykrzających się jej samców często ginie w gnojówce. Sama kopulacja także nie jest bezpieczna. Samice są zakażane pasożytami i chorobami przenoszonymi drogą płciową, a ich drogi rodne mogą zostać uszkodzone. Co robić? Walczyć z niechcianym samcem czy zaakceptować kolejną (zbędną już) kopulację?

Samice wielu gatunków, ku zaskoczeniu naukowców, częściej wybierają to drugie rozwiązanie. Zresztą czasami nie mają wyboru, jak na przykład panie rozkruszka hiacyntowego, małego roztocza żyjącego kolonijnie na cebulkach wielu kwiatów ogrodowych. Samce tego gatunku mają ostre odnóża, którymi przebijają ciało rywala w czasie walki o partnerkę. Próba wyrwania się z objęć krewkiego zalotnika grozi śmiercią. Prawdopodobnie dlatego samice tego gatunku kopulują częściej, niż jest to dla nich opłacalne.

Zwycięstwo samców jest jednak tylko pozorne. Wojna płci toczy się dalej, długo po zakończeniu samego aktu kopulacji. W drogach rodnych, w specjalnych pojemnikach zwanych spermatekami, przechowywane są plemniki wszystkich samców. Dopiero stamtąd najlepsze z nich trafiają do miejsca, gdzie czekają na nie gotowe do zapłodnienia jaja. Rywalizacja między samcami przenosi się więc do wnętrza samicy, a zawodnikami w tej konkurencji są plemniki. Samica zmuszana do kopulacji wybiera ojca swoich dzieci na etapie, na którym wydawać by się mogło, że partner nie ma już nic do powiedzenia.

Plemnikiem o plemnik

Gdyby w tym miejscu zatrzymać badania, powszechność poligamii łatwo można by wyjaśnić. Samice, co prawda, ponoszą koszty związane z „nadprogramowymi” kopulacjami, ale mają z nich również korzyści, ponieważ za sprawą wojny plemników, jaka toczy się w ich narządach rodnych, jaja zapładniane są przez najlepsze z najlepszych plemników.

Okazuje się jednak, że konflikt płci to batalia do upadłego. Samce nie dają za wygraną i bronią się przed utratą ojcostwa. Najczęściej dobrze pilnują partnerki, tak długo trzymają ją w miłosnym uścisku, aż ich plemniki zapłodnią jaja. Często widuje się na przykład latające w tandemie ważki. Inną powszechną strategią jest zaklejanie otworu kopulacyjnego samicy gęstą wydzieliną (tzw. czopem kopulacyjnym), skutecznie broniącą przed wysiłkami spóźnionych konkurentów.

Wyścig zbrojeń

Dużo bardziej wysublimowany oręż, w przenośni i dosłownie, to organ kopulacyjny samców. Ewolucja jego kształtu bardzo wiele mówi o intensywności konfliktu płciowego. Im większa konkurencja ze strony innych samców, tym organ ten jest doskonalszą... pompą próżniową. Zasysa i wyciąga na zewnątrz cudze plemniki, a wtłacza własne. Do najtrudniejszych przeciwników jednak należą te gatunki, które w toku ewolucji wypracowały broń chemiczną.

Wraz z ejakulatem przekazują samicy substancje, które przedostają się do krwiobiegu. Tam syntetyzowane są z nich substancje, które działają jak własne hormony samicy, obniżając jej owadzie libido. Przestaje mieć ochotę na kolejne randki. Zjawisko to zostało szczególnie dobrze zbadane u owadów z rzędu prostoskrzydłych (należą do nich pasikonik i świerszcz). Natomiast u motyli związki przekazywane w płynie nasiennym hamują produkcję feromonów, którymi samica wabi kolejnych partnerów. Jednak u przeważającej większości owadów podstawowa funkcja substancji zawartych w ejakulacie to zwiększanie płodności partnerki dzięki stymulowaniu produkcji jaj.

Zarówno manipulacja zachowaniem samicy, jak i jej płodnością zależy od dawki nasienia, które dostaje się do jej krwi. Na większość stosowanych przez samce taktyk samice już znalazły sposoby. Od samicy z kolei zależy czas trwania zbliżenia i w ten sposób może ona pośrednio ograniczać wpływ samca na ojcostwo. Zbrojenia trwają.

(fot. James K. Lindsey, Wikipedia)