Wiedza i Życie 02/2017
W numerze m.in.:
Obalamy mity medyczne

Słowo od redakcji
Wojskowość
Kosmiczne wojny; Robert Czulda

Geologia
Gdy urywa się kontynent; Sławomir Swerpel

Ochrona środowiska
Śledztwa zwierzęce; Andrzej Hołdys

Zoologia
Współczesne smoki; Radosław Kożuszek

Fizjologia
Gdzie w mózgu mieszka Bóg?; Anna Lewandowska-Ronnegren

Pełny spis treści


Inne spojrzenie
Drewniane wieżowce; Joanna Kosmalska

Sygnały

Temat miesiąca
Technika
Nowy wirtualny świat; Marcin Bieńkowski

Astronomia
134340 – mały sztukmistrz; Przemek Berg

Wojskowość
Kosmiczne wojny; Robert Czulda

Chemia
Witamina C; Mirosław Dworniczak

Ludzie
7 pytań do Anny Cieplak, członka Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej; Olga Orzyłowska-Śliwińska

Geologia
Gdy urywa się kontynent; Sławomir Swerpel

Ochrona środowiska
Śledztwa zwierzęce; Andrzej Hołdys

Zoologia
Współczesne smoki; Radosław Kożuszek

Medycyna
ADHD na cenzurowanym; Kamil Nadolski

Fizjologia
Gdzie w mózgu mieszka Bóg?; Anna Lewandowska-Ronnegren

Historia
Głębia pamięci; Bartosz Nowacki

Na końcu języka
O drzewie i drewnie; Jerzy Bralczyk

Uczeni w anegdocie
Chryzantemy złociste…; Andrzej Kajetan Wróblewski

Rzeczy do rzeczy

Chichot zza wielkiej wody
Rok jak co rok?; Krzysztof Szymborski

Recenzje

Laboratorium
Mikrobiologia od kuchni; Paweł Jedynak, Renata Szymańska

Głowa do góry
Wóz pełen galaktyk; Weronika Śliwa

Listy czytelników

Aktualne numery
07/2017
06/2017
Kalendarium
Lipiec
22
W 1962 r. Amerykańska sonda wenusjańska Mariner 1 została zniszczona krótko po starcie z powodu zboczenia z kursu rakiety nośnej.
Warto przeczytać
Zmyl trop to użyteczna, ale i pełna powabu oraz przekonująca, kieszonkowa esencja wszystkiego, co chcielibyście wiedzieć o obronie przed inwigilacją.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Jarosław Włodarczyk | dodano: 2012-06-13
Podróże fantastyczne

(Na zdjęciu: z lewej - pocisk księżycowy bohaterów Verne'a, rycina z 1865 roku, z prawej - bohaterowie Verne'a w stanie nieważkości, rycina z 1865 roku)

Zanim człowiek postawił stopę na Srebrnym Globie, ludzkość przez tysiąclecia docierała tam za sprawą wyobraźni pisarzy i uczonych.

W 1638 roku wykładowca Uniwersytetu w Oksfordzie John Wilkins, jeden z najważniejszych przedstawicieli środowiska naukowego XVII-wiecznej Anglii nie miał najmniejszych wątpliwości, że istnieją cztery metody wzniesienia się w powietrze: "po pierwsze, za pomocą duchów lub aniołów; po drugie, dzięki ptakom; po trzecie, przy użyciu skrzydeł umocowanych bezpośrednio do ciała; wreszcie po czwarte, za pomocą latającego powozu". Wilkins podziwiał odkrycia Galileusza oraz Jana Keplera i dowodził, że Księżyc jest nowym światem, inną planetą. Obmyślił nawet latający powóz, który mógłby zanieść kilkuosobową ludzką załogę wraz z prowiantem na powierzchnię Srebrnego Globu.

Wilkins podążał ścieżką, którą zaledwie kilka lat wcześniej wytyczył Kepler, w książce "Sen" (1630), gdzie pierwszy potraktował wyprawę na inne ciało niebieskie naukowo - w zgodzie z ówczesną znajomością fizyki i astronomii, choć siłą nośną były demony wnikające w ludzkie ciało. Wcześniej ludzie fantazjowali jeszcze swobodniej.

W starożytności klasycznej Srebrny Glob bywał miejscem wędrówek dusz, co mogłoby tłumaczyć, dlaczego zarówno Kepler, jak i Wilkins brali pod uwagę taki właśnie napęd. Pisze o tym Plutarch z Cheronei w dziele "O obliczu widniejącym na tarczy Księżyca" (ok. 80 roku), kopalni wiedzy o poglądach greckich uczonych na naturę Księżyca.

Nawiązując do poglądów Platona, Plutarch twierdzi, że człowiek ma troistą naturę, gdyż składa się z umysłu, przynależnego Słońcu, duszy będącej we władaniu Księżyca i ciała związanego z Ziemią. Czekają go ponadto dwie śmierci. Pierwsza na Ziemi rozłącza duszę z ciałem - szybko i przemocą. Dusza błąka się wtedy między Ziemią i Księżycem - jeśli niesprawiedliwa i rozwiązła, pokutuje; jeśli zacna - spędza czas w najłagodniejszej i najwonniejszej warstwie powietrza, oczyszczając się z wyziewu ciała. Następnie dusze wracają na Księżyc, gdzie w końcu oddziela się od nich umysł - to ta druga śmierć, łagodna i długa. Dusze filozoficzne roztapiają się w Księżycu, ambitne i pożądliwe trwają tam jakby we śnie. Wreszcie cykl się zamyka i nadchodzi czas nowych narodzin. Słońce ponownie zasiewa intelekt, Księżyc go przyjmuje i stwarza nowe dusze, a Ziemia wydaje ciała. Innymi słowy, dusze muszą teraz powrócić na Ziemię. Nawiasem mówiąc, dusze na Srebrnym Globie umieści jeszcze Dante. W pieśni III "Raju" poeta zostanie poinstruowany przez Beatrycze, że znajdują się tam dusze tych, którzy złamali śluby.

Nieco ponad pół wieku po Plutarchu wyprawę na Księżyc szczegółowo opisał inny grecki autor, Lukian z Samosat. W "Prawdziwej historii" (ok. 150 roku) opowiedział dzieje pewnego statku i jego 50-osobowej załogi. Po minięciu Słupów Heraklesa, czyli Gibraltaru, okręt wypłynął na ocean, gdzie po 80 dniach żeglugi natknął się na wyspę winem płynącą. Kiedy po niebezpiecznych przygodach z kobietami-winoroślami opuszczono wyspę, nieoczekiwanie huragan uniósł statek na 3 tys. staj w górę. Po siedmiu dobach powietrznej wędrówki Grecy dotarli do "ziemi, niby to wyspy błyszczącej, kulistej i potężnym światłem jaśniejącej" (tłum. K. Bogucki).
Na Księżycu Lukiana władał król Endymion, którego pałac można by nazwać ośrodkiem łączności z Ziemią. Znajdowało się w nim olbrzymie zwierciadło umieszczone w studni. Kiedy się do niej weszło, było słychać, co się mówi na Ziemi, a gdy spojrzało się w lustro - widziało się miasta i ludy. (...)

Fantastyczne loty i pojazdy

"Sen, czyli wydane pośmiertnie dzieło poświęcone astronomii księżycowej" powstawał równocześnie z "Don Kichotem". Astronom przeniósł człowieka na Srebrny Glob w ściśle określonym celu: chciał wykazać, że oglądany stamtąd kosmos będzie selenocentryczny, a zatem zdroworozsądkowe argumenty na rzecz nieruchomości Ziemi nie są prawdziwe. To dlatego Kepler przywiązywał tak wielką wagę do naukowej strony swojej opowieści, która dzięki temu zyskała miano pierwszej książki science fiction. Zapewne także z tego powodu uczony nie zaproponował żadnego konkretnego pojazdu księżycowego - zdawał sobie sprawę z nierealności takiego przedsięwzięcia przy ówczesnym stanie nauki i techniki. Niemniej sam lot ludzkiego ciała opisał w zgodzie ze znaną sobie fizyką.

Według Keplera ruch wymagał nieustannego działania siły. Jej źródłem uczynił demony, które poruszały się między Srebrnym Globem a Ziemią w stożku cienia tej ostatniej, podczas zaćmienia Księżyca. Demony "wchodziły" w ludzkie ciało, nadawały mu impet i następnie go podtrzymywały; podróż trwała niecałe cztery godziny, tyle, ile zaćmienie. Aby zneutralizować skutki przeciążenia, demony aplikowały człowiekowi narkotyki. Kepler zdawał sobie sprawę, że między dwoma ciałami niebieskimi nie ma powietrza, natomiast panuje przenikliwy ziąb i próżnia. "Z pierwszą [trudnością] radzimy sobie naszą przyrodzoną siłą, z drugą - przykładając do nozdrzy zwilżone gąbki" - mówił demon z Księżyca. Kepler opisał też przejście podróżnika ze sfery przyciągania Ziemi przez graniczny stan nieważkości do sfery przyciągania Księżyca - znów nieco błędnie, ale w zgodzie ze swoją fizyką.

Do tak starannego przedstawienia lotu na Srebrny Glob w literaturze powróci dopiero 250 lat później Juliusz Verne. Zanim to się stanie, autorzy w bardziej lub mniej zgodny ze stanem wiedzy sposób będą proponowali rozliczne statki kosmiczne. Jeszcze kilka lat przed opublikowaniem dzieł Keplera i Wilkinsa człowieka na Księżyc wyprawił angielski biskup Francis Godwin. Jego książka "The Man in the Moon" ukazała się w 1638 roku, pięć lat po śmierci autora. Opowiadała historię Hiszpana Dominga Gonsalesa, który na pewnej wyspie napotkał niezwykle wytrzymałe dzikie łabędzie i przyuczył je do gromadnego latania w uprzęży, do niej zaś podczepiony był pałąk, służący człowiekowi za siedzenie. Pewnego razu łabędzie uniosły swego pana tak wysoko, że zniknęło ziemskie przyciąganie, dzięki czemu zaczęły się poruszać "tak łatwo i spokojnie jak ryby w wodzie". W tym "niebiańskim powietrzu" człowiek nie odczuwał ani głodu, ani pragnienia. Ptaki frunęły w tempie blisko 300 km/h i dotarły do celu po 12 dniach lotu - łatwo obliczyć, jak daleko od Ziemi znajdował się Księżyc Godwina.

Kolejną niebanalną kosmiczną podróż przedstawił Francuz Cyrano de Bergerac, umieszczając ją w pierwszej części swojej filozoficznej utopii "Tamten świat" (1657). Można by rzec, że Cyrano wymyślił pojazd kilkustopniowy, gdyby nie nieprzystawalność kolejnych członów. Otóż bohater rozpoczął próbę osiągnięcia Księżyca za pomocą butelek z rosą przytroczonych do pasa - przyciąganych, jak wiadomo, przez żar Słońca. Zamiast jednak na Srebrnym Globie wylądował w Kanadzie. Tam zbudował machinę ze skrzydłami napędzanymi przez sprężynę, ale konstrukcja leciała krótko i roztrzaskała się o ziemię. Resztki żołnierze przenieśli na rynek w Quebecu i tam doczepili do nich race, chcąc przeobrazić statek kosmiczny w ognistego smoka i tak uświetnić noc świętojańską. Bohaterowi nie udało się zgasić rac i uniósł się w górę: "gdy płomień pożarł pierwszy rząd rakiet (a było tych rzędów sześć, w każdym po sześć rakiet i każde pół tuzina obrzeżał lont łącząc je wszystkie), zapalał się drugi, po czym następny". Race jednak się wypaliły i machina spadła ku Ziemi, ale - ku swemu zaskoczeniu - podróżnik w dalszym ciągu ulatywał ku Księżycowi. Działo się tak za sprawą wołowego szpiku, którym posmarował wcześniej rany i stłuczenia: "Księżyca akurat ubywało, znalazł się w kwadrze, kiedy zazwyczaj wysysa szpik zwierząt" (tłum. J. Rogoziński).

Więcej nauki

Kiedy Isaac Newton opublikuje w 1687 roku swoje słynne "Principia", mechanika nieba rozkwitnie. Coraz bardziej "mechaniczne" staną się też księżycowe statki, wymyślane przez pisarzy na całym świecie.