człowiek
dodano: 2016-05-25
Niefortunna samowolka kapitana Sodré

Fot. Bluewater Recoveries/Esmeralda Shipwreck

Wojciech Pastuszka

Vicente Sodré mógł być zadowolony. Decyzja, aby oddalić się od wybrzeży Indii i polować na statki muzułmańskich kupców w pobliżu Morza Czerwonego, przyniosła liczne i łatwe łupy. Arabskie jednostki nie miały bowiem żadnych szans w starciu z portugalską eskadrą i jej działami.
Od wielu dni żeglarze odpoczywali więc u wybrzeży wyspy położonej kilkadziesiąt kilometrów od Półwyspu Arabskiego. Pod koniec kwietnia 1503 r. miejscowi rybacy, od których Portugalczycy kupowali żywność, ostrzegli ich przed nadchodzącym silnym wiatrem z północy. Sodré jednak uznał, że kotwice utrzymają jego duże karaki. Na drugą stronę wyspy odpłynęły tylko mniejsze karawele. Ale wiatr okazał się silniejszy, niż spodziewał się portugalski kapitan. Wściekły żywioł cisnął okręty na skaliste wybrzeże z taką mocą, że nie było żadnych szans, by przetrwały. Vicente Sodré utonął wraz ze swoją „Esmeraldą” i jej załogą. Jego brat Brás, który dowodził „São Pedro”, miał więcej szczęścia. Przeżył wraz z wieloma swoimi ludźmi, którzy uczepili się resztek omasztowania. Portugalczycy zebrali z wraków, co się dało, po czym podpalili ich kadłuby i odpłynęli na pozostałych jednostkach. Brás Sodré jednak do Europy już nigdy nie wrócił. Zmarł w Azji w niejasnych okolicznościach.
Eskadra braci Sodré była pierwszą europejską flotą prowadzącą działania wojenne na wodach Zatoki Adeńskiej, oddzielającej Półwysep Arabski od Rogu Afryki. Przybyła na te całkowicie nieznane Europejczykom wody jako część wielkiej armady Vasco da Gamy, słynnego odkrywcy morskiej drogi do Indii.

W nieznane...

Vasco da Gama nigdy nie zyskałby sławy, gdyby nie wiele pokoleń portugalskich żeglarzy, które sukcesywnie przecierały szlak ku Indiom. Wszystko zaczęło się na początku XV w. Portugalia była wówczas biednym i mało istotnym królestwem położonym na zachodnim krańcu Europy. Z trudem obroniła się przed zakusami Kastylii, ale pozostawała wciśnięta między swego wroga a niemal całkowicie nieznany jeszcze wówczas Europejczykom groźny ocean. I właśnie za wodą Portugalczycy dostrzegli szansę na poprawę swojej sytuacji.
Pierwszym krokiem było zdobycie ważnego portu Ceuty u wybrzeży Maroka w 1415 r. Trzy lata później Portugalczycy zajęli wyspę Maderę, na której zaczęli uprawiać trzcinę cukrową i zboże. Prawdziwym celem działań u wybrzeży Afryki było jednak złoto. Wielkie jego ilości trafiały wówczas do Maroka przez Saharę i właśnie do tego bogactwa Portugalczycy chcieli się dobrać. Gdy zrozumieli, że nie są w stanie opanować Maroka, postanowili poszukać miejsca, z którego pochodziło złoto. Na swoich małych statkach, budowanych jedynie z myślą o żegludze przybrzeżnej, wyprawiali się coraz dalej na południe, powoli poznając kompletnie obce Europejczykom wybrzeża zachodniej Afryki, a także specyfikę oceanu. Nauczyli się wówczas, że aby wrócić z Afryki do Portugalii, najlepiej popłynąć na zachód, w głąb oceanu, złapać w pobliżu Azorów prąd oceaniczny i wraz z nim dotrzeć do domu. Ze względu na układ wiatrów i prądów taka podróż była szybsza niż krótsza trasa wzdłuż brzegów Afryki.
Wreszcie w połowie lat 40. XV w. odkryli ujścia dwóch ważnych rzek – Senegalu i Gambii – zyskując dostęp do afrykańskiego złota i innych towarów. W tym czasie zaczęli również budować o wiele większe i lepiej nadające się do dalekich podróży karawele. W kolejnej dekadzie odkryli bezludne Wyspy Zielonego Przylądka, gdzie w 1462 r. założyli Ribeira Grande – pierwsze europejskie miasto w tropikach – zaczynając na dobre epokę kolonizacji.
Najsłynniejszym patronem tych morskich wypraw był książę Henryk, nazwany później Żeglarzem w celu podkreślenia jego roli w budowaniu portugalskiej potęgi morskiej. Nie mniejszą jednak rolę w tych przedsięwzięciach odgrywali inni członkowie rodziny królewskiej, a także możnowładcy i prywatni kupcy.

Odkrywcy i szpiedzy

Z każdą dekadą Portugalczycy zapuszczali się coraz dalej, zyskując większą wiarę w swoje umiejętności żeglarskie. Gromadzili rzetelną wiedzę o wiatrach, pływach, gwiazdach, a także o ludach Afryki. Nie starali się zajmować rozległych terenów, ale budowali faktorie, za których pośrednictwem utrzymywali kontakty handlowe i polityczne z lokalnymi władcami. Gdy odkryli Zatokę Gwinejską, zaczęli na wielką skalę handlować łapanymi tam niewolnikami, gdyż w słabo zaludnionym kraju coraz bardziej brakowało rąk do pracy.
W 1481 r. królem Portugalii został Jan II. Jednym z jego zamierzeń było odkrycie wschodniej drogi do Indii i ominięcie arabskiego pośrednictwa w niezwykle zyskownym handlu przyprawami. Kilka lat później wysłał na wschód drogą lądową Pedra da Covilhão, który doskonale znał język arabski. Udający bliskowschodniego kupca Portugalczyk, z wielką sakwą pełną królewskiego złota, miał dotrzeć do Indii i zdobyć jak najwięcej cennych informacji. Zadanie wykonał bezbłędnie. Na początku lat 90. do króla dotarł raport, w którym da Covilhão szczegółowo opisał drogę i sytuację panującą po „drugiej stronie” świata arabskiego. Mniej szczęścia miał towarzyszący mu przez część drogi Afonso de Paiva. Jego zadaniem było odkrycie chrześcijańskiego królestwa w Afryce, które Europejczycy znali tylko z bardzo niejasnych opowieści. Niestety, de Paiva zaginął w nieznanych okolicznościach. Jego misję zakończył kilka lat później da Covilhão, docierając do chrześcijańskiej Etiopii, gdzie pozostał do śmierci.
Gdy król czytał raport da Covilhão z podróży do Indii, najpewniej rozumiał już, że jest bliski spełnienia swojego marzenia. W 1488 r. bowiem Bartolomeu Diaz dokonał jednego z najważniejszych odkryć geograficznych: dopłynął do południowego krańca Afryki i przekroczył Przylądek Burz, przemianowany potem na Przylądek Dobrej Nadziei. To był przełom. Okazało się, że Afryka nie łączy się z lądem określanym jako terra incognita, leżącym wg niektórych europejskich uczonych dalej na południu, ale jest otoczona oceanem i można ją opłynąć. Zaczęły się przygotowania do najważniejszej wyprawy, ale Jan II już jej nie doczekał. Jego następcą został Manuel I.
W lipcu 1497 r. wyruszyły z Lizbony cztery statki, którymi dowodził szlachcic Vasco da Gama. Korzystając ze wskazówek Diaza, dotarł do Przylądka Dobrej Nadziei, po czym skierował się na północ. W porcie Malindi w dzisiejszej Kenii najął pilota, który znał szlak do Indii, a przede wszystkim monsunowe wiatry. Dzięki jego wskazówkom w maju 1498 r. Portugalczycy ujrzeli domy słynnego miasta przypraw, czyli Kalikatu (dzisiejsze Kozhikode w południowych Indiach). Choć da Gama nie zrobił wielkiego wrażenia na miejscowym władcy Zamorinie, czemu winne były głównie niezbyt bogate dary, to nabyte przez niego przyprawy przyniosły królowi Manuelowi spory zysk. Nic więc dziwnego, że monarcha bardzo energicznie przystąpił do umacniania portugalskiej pozycji na odległym lądzie.
Każdego roku Manuel I wysyłał flotę, aby pozyskiwać przyprawy i zakładać faktorie w Indiach. Na czele czwartej stanął w 1502 r. Vasco da Gama. Miał do dyspozycji niespotykaną wcześniej armadę, liczącą aż 20 dobrze uzbrojonych jednostek. Flota ta miała ostatecznie zmusić Zamorina do uległości oraz pomścić zniszczenie przez muzułmanów portugalskiej faktorii w Kalikacie i śmierć kilkudziesięciu poddanych Manuela I.
Da Gama odniósł serię zwycięstw, zatopił wiele muzułmańskich statków, nie okazując litości ich załogom, ale Zamorina na kolana nie rzucił. Ostatecznie wyruszył w drogę powrotną do Europy, pozostawiając na miejscu eskadrę swoich wujów, braci Sodré, z rozkazem patrolowania wód Indii i ochrony dwóch pozostałych portugalskich faktorii. Jak już wiemy, Vicente Sodré rozkaz ten zignorował i udał się na piracki rajd ku Morzu Czerwonemu, za co zapłacił najwyższą cenę.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 06/2016 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
07/2017
06/2017
Kalendarium
Czerwiec
28
W 1911 r. w północnym Egipcie spadł pochodzący z Marsa meteoryt Nakhla.
Warto przeczytać
Medyczne skutki terroryzmu   Zapraszamy do zakupów  http://bit.ly/2oojdxb.    

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

dodano: 2016-05-25
Niefortunna samowolka kapitana Sodré

Fot. Bluewater Recoveries/Esmeralda Shipwreck

Wojciech Pastuszka

Vicente Sodré mógł być zadowolony. Decyzja, aby oddalić się od wybrzeży Indii i polować na statki muzułmańskich kupców w pobliżu Morza Czerwonego, przyniosła liczne i łatwe łupy. Arabskie jednostki nie miały bowiem żadnych szans w starciu z portugalską eskadrą i jej działami.
Od wielu dni żeglarze odpoczywali więc u wybrzeży wyspy położonej kilkadziesiąt kilometrów od Półwyspu Arabskiego. Pod koniec kwietnia 1503 r. miejscowi rybacy, od których Portugalczycy kupowali żywność, ostrzegli ich przed nadchodzącym silnym wiatrem z północy. Sodré jednak uznał, że kotwice utrzymają jego duże karaki. Na drugą stronę wyspy odpłynęły tylko mniejsze karawele. Ale wiatr okazał się silniejszy, niż spodziewał się portugalski kapitan. Wściekły żywioł cisnął okręty na skaliste wybrzeże z taką mocą, że nie było żadnych szans, by przetrwały. Vicente Sodré utonął wraz ze swoją „Esmeraldą” i jej załogą. Jego brat Brás, który dowodził „São Pedro”, miał więcej szczęścia. Przeżył wraz z wieloma swoimi ludźmi, którzy uczepili się resztek omasztowania. Portugalczycy zebrali z wraków, co się dało, po czym podpalili ich kadłuby i odpłynęli na pozostałych jednostkach. Brás Sodré jednak do Europy już nigdy nie wrócił. Zmarł w Azji w niejasnych okolicznościach.
Eskadra braci Sodré była pierwszą europejską flotą prowadzącą działania wojenne na wodach Zatoki Adeńskiej, oddzielającej Półwysep Arabski od Rogu Afryki. Przybyła na te całkowicie nieznane Europejczykom wody jako część wielkiej armady Vasco da Gamy, słynnego odkrywcy morskiej drogi do Indii.

W nieznane...

Vasco da Gama nigdy nie zyskałby sławy, gdyby nie wiele pokoleń portugalskich żeglarzy, które sukcesywnie przecierały szlak ku Indiom. Wszystko zaczęło się na początku XV w. Portugalia była wówczas biednym i mało istotnym królestwem położonym na zachodnim krańcu Europy. Z trudem obroniła się przed zakusami Kastylii, ale pozostawała wciśnięta między swego wroga a niemal całkowicie nieznany jeszcze wówczas Europejczykom groźny ocean. I właśnie za wodą Portugalczycy dostrzegli szansę na poprawę swojej sytuacji.
Pierwszym krokiem było zdobycie ważnego portu Ceuty u wybrzeży Maroka w 1415 r. Trzy lata później Portugalczycy zajęli wyspę Maderę, na której zaczęli uprawiać trzcinę cukrową i zboże. Prawdziwym celem działań u wybrzeży Afryki było jednak złoto. Wielkie jego ilości trafiały wówczas do Maroka przez Saharę i właśnie do tego bogactwa Portugalczycy chcieli się dobrać. Gdy zrozumieli, że nie są w stanie opanować Maroka, postanowili poszukać miejsca, z którego pochodziło złoto. Na swoich małych statkach, budowanych jedynie z myślą o żegludze przybrzeżnej, wyprawiali się coraz dalej na południe, powoli poznając kompletnie obce Europejczykom wybrzeża zachodniej Afryki, a także specyfikę oceanu. Nauczyli się wówczas, że aby wrócić z Afryki do Portugalii, najlepiej popłynąć na zachód, w głąb oceanu, złapać w pobliżu Azorów prąd oceaniczny i wraz z nim dotrzeć do domu. Ze względu na układ wiatrów i prądów taka podróż była szybsza niż krótsza trasa wzdłuż brzegów Afryki.
Wreszcie w połowie lat 40. XV w. odkryli ujścia dwóch ważnych rzek – Senegalu i Gambii – zyskując dostęp do afrykańskiego złota i innych towarów. W tym czasie zaczęli również budować o wiele większe i lepiej nadające się do dalekich podróży karawele. W kolejnej dekadzie odkryli bezludne Wyspy Zielonego Przylądka, gdzie w 1462 r. założyli Ribeira Grande – pierwsze europejskie miasto w tropikach – zaczynając na dobre epokę kolonizacji.
Najsłynniejszym patronem tych morskich wypraw był książę Henryk, nazwany później Żeglarzem w celu podkreślenia jego roli w budowaniu portugalskiej potęgi morskiej. Nie mniejszą jednak rolę w tych przedsięwzięciach odgrywali inni członkowie rodziny królewskiej, a także możnowładcy i prywatni kupcy.

Odkrywcy i szpiedzy

Z każdą dekadą Portugalczycy zapuszczali się coraz dalej, zyskując większą wiarę w swoje umiejętności żeglarskie. Gromadzili rzetelną wiedzę o wiatrach, pływach, gwiazdach, a także o ludach Afryki. Nie starali się zajmować rozległych terenów, ale budowali faktorie, za których pośrednictwem utrzymywali kontakty handlowe i polityczne z lokalnymi władcami. Gdy odkryli Zatokę Gwinejską, zaczęli na wielką skalę handlować łapanymi tam niewolnikami, gdyż w słabo zaludnionym kraju coraz bardziej brakowało rąk do pracy.
W 1481 r. królem Portugalii został Jan II. Jednym z jego zamierzeń było odkrycie wschodniej drogi do Indii i ominięcie arabskiego pośrednictwa w niezwykle zyskownym handlu przyprawami. Kilka lat później wysłał na wschód drogą lądową Pedra da Covilhão, który doskonale znał język arabski. Udający bliskowschodniego kupca Portugalczyk, z wielką sakwą pełną królewskiego złota, miał dotrzeć do Indii i zdobyć jak najwięcej cennych informacji. Zadanie wykonał bezbłędnie. Na początku lat 90. do króla dotarł raport, w którym da Covilhão szczegółowo opisał drogę i sytuację panującą po „drugiej stronie” świata arabskiego. Mniej szczęścia miał towarzyszący mu przez część drogi Afonso de Paiva. Jego zadaniem było odkrycie chrześcijańskiego królestwa w Afryce, które Europejczycy znali tylko z bardzo niejasnych opowieści. Niestety, de Paiva zaginął w nieznanych okolicznościach. Jego misję zakończył kilka lat później da Covilhão, docierając do chrześcijańskiej Etiopii, gdzie pozostał do śmierci.
Gdy król czytał raport da Covilhão z podróży do Indii, najpewniej rozumiał już, że jest bliski spełnienia swojego marzenia. W 1488 r. bowiem Bartolomeu Diaz dokonał jednego z najważniejszych odkryć geograficznych: dopłynął do południowego krańca Afryki i przekroczył Przylądek Burz, przemianowany potem na Przylądek Dobrej Nadziei. To był przełom. Okazało się, że Afryka nie łączy się z lądem określanym jako terra incognita, leżącym wg niektórych europejskich uczonych dalej na południu, ale jest otoczona oceanem i można ją opłynąć. Zaczęły się przygotowania do najważniejszej wyprawy, ale Jan II już jej nie doczekał. Jego następcą został Manuel I.
W lipcu 1497 r. wyruszyły z Lizbony cztery statki, którymi dowodził szlachcic Vasco da Gama. Korzystając ze wskazówek Diaza, dotarł do Przylądka Dobrej Nadziei, po czym skierował się na północ. W porcie Malindi w dzisiejszej Kenii najął pilota, który znał szlak do Indii, a przede wszystkim monsunowe wiatry. Dzięki jego wskazówkom w maju 1498 r. Portugalczycy ujrzeli domy słynnego miasta przypraw, czyli Kalikatu (dzisiejsze Kozhikode w południowych Indiach). Choć da Gama nie zrobił wielkiego wrażenia na miejscowym władcy Zamorinie, czemu winne były głównie niezbyt bogate dary, to nabyte przez niego przyprawy przyniosły królowi Manuelowi spory zysk. Nic więc dziwnego, że monarcha bardzo energicznie przystąpił do umacniania portugalskiej pozycji na odległym lądzie.
Każdego roku Manuel I wysyłał flotę, aby pozyskiwać przyprawy i zakładać faktorie w Indiach. Na czele czwartej stanął w 1502 r. Vasco da Gama. Miał do dyspozycji niespotykaną wcześniej armadę, liczącą aż 20 dobrze uzbrojonych jednostek. Flota ta miała ostatecznie zmusić Zamorina do uległości oraz pomścić zniszczenie przez muzułmanów portugalskiej faktorii w Kalikacie i śmierć kilkudziesięciu poddanych Manuela I.
Da Gama odniósł serię zwycięstw, zatopił wiele muzułmańskich statków, nie okazując litości ich załogom, ale Zamorina na kolana nie rzucił. Ostatecznie wyruszył w drogę powrotną do Europy, pozostawiając na miejscu eskadrę swoich wujów, braci Sodré, z rozkazem patrolowania wód Indii i ochrony dwóch pozostałych portugalskich faktorii. Jak już wiemy, Vicente Sodré rozkaz ten zignorował i udał się na piracki rajd ku Morzu Czerwonemu, za co zapłacił najwyższą cenę.