technika
dodano: 2016-06-24
Wielki Brat patrzy

Fot. East News

 

Wydawać by się mogło, że rosnąca popularność monitoringu jest powodowana oszałamiającymi sukcesami w walce z przestępczością. Badania jednak wykazują zupełnie coś innego.

 

Kamil Nadolski

 

Wszyscy zapewne pamiętają słynną ścianę ze zdjęciami niechcianych klientów, którą w filmie Stanisława Barei przygotował kierownik jednego z warszawskich sklepów. „Tych klientów nie obsługujemy” – brzmiał groźny podpis. Dziś żaden sklep nie posługuje się już fotografiami, a intruzów wychwytuje dzięki mniej lub bardziej zaawansowanym systemom monitoringu. To dziesiątki kamer stoją na straży handlowego porządku.

Amerykańska sieć sklepów Walmart właśnie poszła krok dalej i wdrożyła program inteligentnego rozpoznawania twarzy (FaceFirst). Wystarczy raz zamieścić w systemie zdjęcie np. złodzieja, by przy kolejnej jego wizycie osoba odpowiedzialna za monitoring została natychmiast o tym powiadomiona. Mało tego, niemal w tym samym momencie każdy ochroniarz dostaje na swój telefon komórkowy informację o intruzie wraz z poleceniem, jak ma się w stosunku do niego zachować. Z tego samego programu korzystają już policjanci z San Diego podczas patrolowania miasta. Wystarczy jedno zdjęcie osoby poproszonej o dokumenty, by w ułamku sekundy system sprawdził, czy nie jest poszukiwana. Proste konfiguracje rozpoznawania twarzy stosuje również Facebook, a nawet zwykli konsumenci poprzez programy graficzne (Picasa). Czy to oznacza, że wreszcie zrobi się bezpiecznie? Niekoniecznie.

 

Pułapki prewencji

 

Dziś kamery są niemal wszędzie. Nagrywają nas na klatce schodowej, na ulicy, w urzędzie i autobusach. Szklane oko obserwuje, jak robimy zakupy i wypłacamy pieniądze z bankomatu. Bywa i tak, że znajdziemy je nawet w przymierzalni czy toalecie. Słowem – permanentna kontrola. W samej Warszawie liczba kamer zintegrowanych w ramach sieci monitoringu wizyjnego znacznie przekracza 400, choć jeśli policzyć wszystkie, będzie kilkanaście tysięcy. To i tak niewiele w porównaniu z Londynem, gdzie na jednej tylko stacji metra, King’s Cross St. Pancras, zamontowano ich 408. Stolica Wielkiej Brytanii z liczbą ponad miliona kamer to ewenement na skalę światową. Szacuje się, że statystyczny londyńczyk zostaje tu sfilmowany nawet 300 razy dziennie. Ale to nie wszystko. Do końca roku w podręczne kamery zostaną wyposażeni wszyscy funkcjonariusze Metropolitan Police, czyli łącznie 22 tys. osób. Przy tak zaawansowanym monitoringu powinno to być najbezpieczniejsze miasto na ziemi. Powinno.

Na nic zdały się zapewnienia, że dzięki kamerom Brytyjczycy będą mogli czuć się bezpieczniej, a dotychczasowe doświadczenia z monitoringiem miejskim budzą wiele wątpliwości. Zdaniem Scotland Yardu miliony funtów wydane na system monitoringu to pieniądze wyrzucone w błoto. Statystycznie każdy tysiąc kamer przyczynia się do wykrycia zaledwie jednego przestępstwa. Zamachowców z londyńskiego metra nie udało się powstrzymać, choć wszystkich zarejestrowały kamery. O braku ich skuteczności pisze Roy Coleman, socjolog z University of Liverpool. W książce „Reclaiming the Streets: Surveillance, Social Control and the City” (Odzyskać ulice: miasto a nadzór i kontrola społeczna) mówi wprost: „Kamery to jedynie sposób na podniesienie atrakcyjności obiektu czy okolicy w oczach turystów i inwestorów”. Suchej nitki na londyńskim monitoringu nie pozostawił również Bruce Schneier, znany specjalista ds. bezpieczeństwa, który na łamach „The Guardian” napisał, że większość nagrań CCTV nie jest nigdy przeglądana, przynajmniej nim nie zgłosi się przestępstwa. „Gdy już się je bada, zwykle oglądający nie rozpoznają podejrzanych. Światło jest złe, obraz nieostry, a przestępcy starają się nie gapić w obiektyw. Kamery za często się psują. Najlepszy system kamer może nadal być unieszkodliwiony przez ciemne okulary i czapkę”.

Ekspertów to nie dziwi. – Monitoring wizyjny nie zapobiega popełnianiu przestępstw ani wykroczeń. Przynajmniej żadne rzetelne badania nie potwierdziły takiego związku. Z kolei jego wpływ na poczucie bezpieczeństwa jest wręcz przeciwny od oczekiwanego. Montaż systemów CCTV może nawet zwiększać wrażenie zagrożenia mieszkańców takich rejonów – twierdzi dr Paweł Waszkiewicz z Wydziału Kryminalistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Swoje poglądy zweryfikował w praktyce. Waszkiewicz jest autorem książki „Traktat o dobrej prewencji”, podsumowującej dostępną wiedzę naukową na ten temat, oraz jedynym naukowcem w Polsce, który przeprowadził badania terenowe nad systemem monitoringu wizyjnego.

Na miejsce swoich obserwacji wybrał dwa skrzyżowania na warszawskiej Woli. Do każdego z nich dobrał podobne obszary kontrolne tak, aby mieć pewność, że wyniki nie będą przypadkowe. I tak na dwóch obszarach eksperymentalnych zamontowano widoczne kamery, a na dwóch pozostałych, traktowanych jako kontrolne, nie było ich wcale. Badania polegały na analizie statystyk policyjnych dotyczących liczby przestępstw w badanych obszarach oraz ich porównaniu z wynikami anonimowych ankiet (po 100 w każdym rejonie). Ankiety przeprowadzano dwa razy: raz przed instalacją kamer oraz raz po niej. Wyniki nie wykazały absolutnie żadnej korelacji pomiędzy liczbą przestępstw a obecnością kamer. Nie było mowy o żadnym spadku poziomu przestępczości, co w rozumieniu badania jest dowodem na nieskuteczność monitoringu oraz brak zasadności wydawania pieniędzy podatników na instalacje kamer. Główne tezy tych badań potwierdził w 2014 r. raport Najwyższej Izby Kontroli.

Do takich samych wniosków doszedł prof. David Farrington, kryminolog z Cambridge University. Brytyjczyk udowodnił, że prewencyjny wpływ monitoringu wizyjnego można obserwować tylko w przestrzeniach zamkniętych, np. na parkingach samochodowych, a i to nie zawsze, bo badania należałoby kilka razy powtórzyć.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 07/2016 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
09/2017
10/2017
Kalendarium
Październik
23
W 1929 r. w Staruni znaleziono nosorożca włochatego, jedyny na świecie kompletny egzemplarz tego wymarłego gatunku z epoki plejstocenu.
Warto przeczytać
Mechanika kwantowa jest piękną, precyzyjną i logiczną konstrukcją matematyczną, doskonale opisująca Naturę. Z tym że właściwie nikt nie wie, jak należy ją rozumieć.

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

dodano: 2016-06-24
Wielki Brat patrzy

Fot. East News

 

Wydawać by się mogło, że rosnąca popularność monitoringu jest powodowana oszałamiającymi sukcesami w walce z przestępczością. Badania jednak wykazują zupełnie coś innego.

 

Kamil Nadolski

 

Wszyscy zapewne pamiętają słynną ścianę ze zdjęciami niechcianych klientów, którą w filmie Stanisława Barei przygotował kierownik jednego z warszawskich sklepów. „Tych klientów nie obsługujemy” – brzmiał groźny podpis. Dziś żaden sklep nie posługuje się już fotografiami, a intruzów wychwytuje dzięki mniej lub bardziej zaawansowanym systemom monitoringu. To dziesiątki kamer stoją na straży handlowego porządku.

Amerykańska sieć sklepów Walmart właśnie poszła krok dalej i wdrożyła program inteligentnego rozpoznawania twarzy (FaceFirst). Wystarczy raz zamieścić w systemie zdjęcie np. złodzieja, by przy kolejnej jego wizycie osoba odpowiedzialna za monitoring została natychmiast o tym powiadomiona. Mało tego, niemal w tym samym momencie każdy ochroniarz dostaje na swój telefon komórkowy informację o intruzie wraz z poleceniem, jak ma się w stosunku do niego zachować. Z tego samego programu korzystają już policjanci z San Diego podczas patrolowania miasta. Wystarczy jedno zdjęcie osoby poproszonej o dokumenty, by w ułamku sekundy system sprawdził, czy nie jest poszukiwana. Proste konfiguracje rozpoznawania twarzy stosuje również Facebook, a nawet zwykli konsumenci poprzez programy graficzne (Picasa). Czy to oznacza, że wreszcie zrobi się bezpiecznie? Niekoniecznie.

 

Pułapki prewencji

 

Dziś kamery są niemal wszędzie. Nagrywają nas na klatce schodowej, na ulicy, w urzędzie i autobusach. Szklane oko obserwuje, jak robimy zakupy i wypłacamy pieniądze z bankomatu. Bywa i tak, że znajdziemy je nawet w przymierzalni czy toalecie. Słowem – permanentna kontrola. W samej Warszawie liczba kamer zintegrowanych w ramach sieci monitoringu wizyjnego znacznie przekracza 400, choć jeśli policzyć wszystkie, będzie kilkanaście tysięcy. To i tak niewiele w porównaniu z Londynem, gdzie na jednej tylko stacji metra, King’s Cross St. Pancras, zamontowano ich 408. Stolica Wielkiej Brytanii z liczbą ponad miliona kamer to ewenement na skalę światową. Szacuje się, że statystyczny londyńczyk zostaje tu sfilmowany nawet 300 razy dziennie. Ale to nie wszystko. Do końca roku w podręczne kamery zostaną wyposażeni wszyscy funkcjonariusze Metropolitan Police, czyli łącznie 22 tys. osób. Przy tak zaawansowanym monitoringu powinno to być najbezpieczniejsze miasto na ziemi. Powinno.

Na nic zdały się zapewnienia, że dzięki kamerom Brytyjczycy będą mogli czuć się bezpieczniej, a dotychczasowe doświadczenia z monitoringiem miejskim budzą wiele wątpliwości. Zdaniem Scotland Yardu miliony funtów wydane na system monitoringu to pieniądze wyrzucone w błoto. Statystycznie każdy tysiąc kamer przyczynia się do wykrycia zaledwie jednego przestępstwa. Zamachowców z londyńskiego metra nie udało się powstrzymać, choć wszystkich zarejestrowały kamery. O braku ich skuteczności pisze Roy Coleman, socjolog z University of Liverpool. W książce „Reclaiming the Streets: Surveillance, Social Control and the City” (Odzyskać ulice: miasto a nadzór i kontrola społeczna) mówi wprost: „Kamery to jedynie sposób na podniesienie atrakcyjności obiektu czy okolicy w oczach turystów i inwestorów”. Suchej nitki na londyńskim monitoringu nie pozostawił również Bruce Schneier, znany specjalista ds. bezpieczeństwa, który na łamach „The Guardian” napisał, że większość nagrań CCTV nie jest nigdy przeglądana, przynajmniej nim nie zgłosi się przestępstwa. „Gdy już się je bada, zwykle oglądający nie rozpoznają podejrzanych. Światło jest złe, obraz nieostry, a przestępcy starają się nie gapić w obiektyw. Kamery za często się psują. Najlepszy system kamer może nadal być unieszkodliwiony przez ciemne okulary i czapkę”.

Ekspertów to nie dziwi. – Monitoring wizyjny nie zapobiega popełnianiu przestępstw ani wykroczeń. Przynajmniej żadne rzetelne badania nie potwierdziły takiego związku. Z kolei jego wpływ na poczucie bezpieczeństwa jest wręcz przeciwny od oczekiwanego. Montaż systemów CCTV może nawet zwiększać wrażenie zagrożenia mieszkańców takich rejonów – twierdzi dr Paweł Waszkiewicz z Wydziału Kryminalistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Swoje poglądy zweryfikował w praktyce. Waszkiewicz jest autorem książki „Traktat o dobrej prewencji”, podsumowującej dostępną wiedzę naukową na ten temat, oraz jedynym naukowcem w Polsce, który przeprowadził badania terenowe nad systemem monitoringu wizyjnego.

Na miejsce swoich obserwacji wybrał dwa skrzyżowania na warszawskiej Woli. Do każdego z nich dobrał podobne obszary kontrolne tak, aby mieć pewność, że wyniki nie będą przypadkowe. I tak na dwóch obszarach eksperymentalnych zamontowano widoczne kamery, a na dwóch pozostałych, traktowanych jako kontrolne, nie było ich wcale. Badania polegały na analizie statystyk policyjnych dotyczących liczby przestępstw w badanych obszarach oraz ich porównaniu z wynikami anonimowych ankiet (po 100 w każdym rejonie). Ankiety przeprowadzano dwa razy: raz przed instalacją kamer oraz raz po niej. Wyniki nie wykazały absolutnie żadnej korelacji pomiędzy liczbą przestępstw a obecnością kamer. Nie było mowy o żadnym spadku poziomu przestępczości, co w rozumieniu badania jest dowodem na nieskuteczność monitoringu oraz brak zasadności wydawania pieniędzy podatników na instalacje kamer. Główne tezy tych badań potwierdził w 2014 r. raport Najwyższej Izby Kontroli.

Do takich samych wniosków doszedł prof. David Farrington, kryminolog z Cambridge University. Brytyjczyk udowodnił, że prewencyjny wpływ monitoringu wizyjnego można obserwować tylko w przestrzeniach zamkniętych, np. na parkingach samochodowych, a i to nie zawsze, bo badania należałoby kilka razy powtórzyć.