człowiek
Autor: Jakub Zimoch | dodano: 2017-04-27
Opuszczony mózg

Fot. Roman Bodnarchuk/Shutterstock.com

W cieniu równie zaniedbanych, co zapomnianych bloków mieszkalnych w najbiedniejszej dzielnicy Bukaresztu znajduje się jeden z wielu rumuńskich sierocińców. Niewielka wyspa pośród olbrzymiego archipelagu. Okolicę dzielą nie tylko wysokie płoty, ale i barykady usypane z odpadków i śmieci. Dojmującą ciszę przerywają tylko pokrzykiwania mieszkańców i szczekanie psów. Mieszczący się tutaj ośrodek dla opuszczonych dzieci jest smutną pamiątką po czasach reżimu Nicolae Ceauşescu, przez ponad 20 lat prowadzącego Rumunię żelazną ręką ku „lepszemu”.

Kraj był zacofany, a gospodarka kulała jeszcze bardziej niż w innych krajach bloku wschodniego. Mający pełnię władzy Ceauşescu postanowił ożywić produkcję w jedyny znany sobie sposób. Podobnie jak kilkadziesiąt lat wcześniej Stalin, tak i on uważał, że o sile narodu stanowi liczba jego obywateli. Po wydaniu dekretu 770 obowiązkiem każdej rodziny było posiadanie przynajmniej czwórki dzieci. Antykoncepcja została nie tylko zakazana, ale i była karana z pełną surowością. Aby zapobiec usuwaniu ciąż, rumuńskie kobiety regularnie badano w zakładach pracy. Państwo kontrolowało wszystko, ale nie było w stanie zaspokoić podstawowych potrzeb wielodzietnych rodzin. Tym, którzy nie radzili sobie z wychowaniem i utrzymaniem dzieci, zabierano je i osadzano w powstających wszędzie sierocińcach.

Sierocińce nie miały jednak pomóc dzieciom, tylko ukryć problemy komunistycznego kraju przed społeczeństwem. Losem najmłodszych nikt się nie przejmował – dla państwa stały się niepotrzebnym balastem i porażką godną jedynie zapomnienia. Wbrew zamiarom Ceauşescu gospodarka nie podniosła się z kolan, a ofiarami jego wizji ponownie stały się porzucone dzieci. Coraz częstsze niedobory prądu, wody i ogrzewania uderzały najpierw w sierocińce. W placówkach tych nie było zabawek ani książek. Jedna opiekunka przypadała na kilkadziesięcioro dzieci. Pośród depresyjnie białych ścian panowała przejmująca cisza.

Na przełomie lat 80. i 90. ub.w. komunizm trząsł się w posadach, a kolejne reżimy padały jeden po drugim. Gdy Ceauşescu był przesłuchiwany w jednej z wiejskich szkół, świat dowiedział się o archipelagu rumuńskich sierocińców. W 1989 r. przebywało w nich niemal 200 tys. dzieci, od niemowląt po nastolatków. W demokrację wkroczyły one pozbawione przez reżim odpowiedniej opieki, edukacji, a przede wszystkim najzwyklejszych ludzkich uczuć i umiejętności interakcji. Zachód zareagował natychmiastową pomocą, a naukowcy postanowili zbadać, w jaki sposób wczesne przyjęcie do ośrodka wychowawczego i skrajne odrzucenie wpłynęło na rozwój mózgów tych dzieci. Najważniejszym jednak ich celem było znalezienie sposobu na odwrócenie tych zmian.

Serwuj i odbieraj

W komunistycznej Rumunii zapomniano, że fundamentem dobrze prosperującego i działającego społeczeństwa jest przede wszystkim dbanie o zdrowie i rozwój tworzących je ludzi. Gdy zagraniczni obserwatorzy i naukowcy weszli do pierwszych sierocińców, zastali widok jak z najgorszych koszmarów. W placówkach, które powinny być pełne śmiechu, radosnego krzyku i tupotu nóg, panowała absolutna cisza. Z nieskazitelnie białymi ścianami lekko kontrastowały blade i nieobecne twarze dzieci. Ich reakcje na pojawienie się gości nie przypominały odruchów i ciekawości innych dzieci. Niemowlęta bez ruchu wpatrywały się ze swoich łóżeczek w sufit, a starsze dzieci rytmicznie bujały się w przód i w tył.

Opuszczone dzieci zostały pozbawione podstawowych bodźców koniecznych do prawidłowego rozwoju. I to nie na jednym, ale na wielu poziomach. Natychmiast po urodzeniu każdy człowiek potrzebuje kontaktu i interakcji z najbliższymi. Uwaga skupiona na dziecku powoduje, że w jego mózgu powstają nowe połączenia, niepotrzebne są usuwane, a najważniejsze – wzmacniane. Obustronne interakcje rodzica i dziecka działają na zasadzie „serwuj i odbieraj” – każda reakcja jednej ze stron powoduje odpowiedź drugiej, jak w grze w tenisa czy siatkówkę. Małe dzieci naturalnie domagają się kontaktu z najbliższym otoczeniem poprzez gaworzenie, mimikę, gesty i słowa. Dorośli odpowiadają na ich prośby dokładnie w ten sam sposób, a wymiana ta trwa niemal przez cały okres rozwoju dziecka. Jeśli te interakcje są niewystarczające, nieodpowiednie lub wręcz ich nie ma, prowadzi to do poważnych zaburzeń w rozwoju mózgu dziecka. Zmiany są tak dalekie, że różnice w budowie mózgu dzieci wychowywanych z troską i opuszczonych są widoczne na skanach. Mózgi dzieci, które pozbawiono podstawowego kontaktu z innymi ludźmi, są o wiele mniejsze od normalnych. Opuszczenie jest bowiem dla rozwijającego się dziecka o wiele bardziej niebezpieczne niż przemoc fizyczna.

Więcej w miesięczniku „Wiedza i Życie" nr 05/2017 »
Drukuj »
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.
Aktualne numery
07/2017
06/2017
Kalendarium
Lipiec
22
W 1902 r. w Kopenhadze została założona Międzynarodowa Rada Badań Morza (ICES).
Warto przeczytać
Odkrycia Svante Pääbo zrewolucjonizowały antropologię i doprowadziły do naniesienia poprawek w naszym drzewie genealogicznym. Stały się fundamentem, na którym jeszcze przez długie lata budować będą inni badacze

WSPÓŁPRACUJEMY
Logowanie

Nazwa użytkownika

Hasło

Autor: Jakub Zimoch | dodano: 2017-04-27
Opuszczony mózg

Fot. Roman Bodnarchuk/Shutterstock.com

W cieniu równie zaniedbanych, co zapomnianych bloków mieszkalnych w najbiedniejszej dzielnicy Bukaresztu znajduje się jeden z wielu rumuńskich sierocińców. Niewielka wyspa pośród olbrzymiego archipelagu. Okolicę dzielą nie tylko wysokie płoty, ale i barykady usypane z odpadków i śmieci. Dojmującą ciszę przerywają tylko pokrzykiwania mieszkańców i szczekanie psów. Mieszczący się tutaj ośrodek dla opuszczonych dzieci jest smutną pamiątką po czasach reżimu Nicolae Ceauşescu, przez ponad 20 lat prowadzącego Rumunię żelazną ręką ku „lepszemu”.

Kraj był zacofany, a gospodarka kulała jeszcze bardziej niż w innych krajach bloku wschodniego. Mający pełnię władzy Ceauşescu postanowił ożywić produkcję w jedyny znany sobie sposób. Podobnie jak kilkadziesiąt lat wcześniej Stalin, tak i on uważał, że o sile narodu stanowi liczba jego obywateli. Po wydaniu dekretu 770 obowiązkiem każdej rodziny było posiadanie przynajmniej czwórki dzieci. Antykoncepcja została nie tylko zakazana, ale i była karana z pełną surowością. Aby zapobiec usuwaniu ciąż, rumuńskie kobiety regularnie badano w zakładach pracy. Państwo kontrolowało wszystko, ale nie było w stanie zaspokoić podstawowych potrzeb wielodzietnych rodzin. Tym, którzy nie radzili sobie z wychowaniem i utrzymaniem dzieci, zabierano je i osadzano w powstających wszędzie sierocińcach.

Sierocińce nie miały jednak pomóc dzieciom, tylko ukryć problemy komunistycznego kraju przed społeczeństwem. Losem najmłodszych nikt się nie przejmował – dla państwa stały się niepotrzebnym balastem i porażką godną jedynie zapomnienia. Wbrew zamiarom Ceauşescu gospodarka nie podniosła się z kolan, a ofiarami jego wizji ponownie stały się porzucone dzieci. Coraz częstsze niedobory prądu, wody i ogrzewania uderzały najpierw w sierocińce. W placówkach tych nie było zabawek ani książek. Jedna opiekunka przypadała na kilkadziesięcioro dzieci. Pośród depresyjnie białych ścian panowała przejmująca cisza.

Na przełomie lat 80. i 90. ub.w. komunizm trząsł się w posadach, a kolejne reżimy padały jeden po drugim. Gdy Ceauşescu był przesłuchiwany w jednej z wiejskich szkół, świat dowiedział się o archipelagu rumuńskich sierocińców. W 1989 r. przebywało w nich niemal 200 tys. dzieci, od niemowląt po nastolatków. W demokrację wkroczyły one pozbawione przez reżim odpowiedniej opieki, edukacji, a przede wszystkim najzwyklejszych ludzkich uczuć i umiejętności interakcji. Zachód zareagował natychmiastową pomocą, a naukowcy postanowili zbadać, w jaki sposób wczesne przyjęcie do ośrodka wychowawczego i skrajne odrzucenie wpłynęło na rozwój mózgów tych dzieci. Najważniejszym jednak ich celem było znalezienie sposobu na odwrócenie tych zmian.

Serwuj i odbieraj

W komunistycznej Rumunii zapomniano, że fundamentem dobrze prosperującego i działającego społeczeństwa jest przede wszystkim dbanie o zdrowie i rozwój tworzących je ludzi. Gdy zagraniczni obserwatorzy i naukowcy weszli do pierwszych sierocińców, zastali widok jak z najgorszych koszmarów. W placówkach, które powinny być pełne śmiechu, radosnego krzyku i tupotu nóg, panowała absolutna cisza. Z nieskazitelnie białymi ścianami lekko kontrastowały blade i nieobecne twarze dzieci. Ich reakcje na pojawienie się gości nie przypominały odruchów i ciekawości innych dzieci. Niemowlęta bez ruchu wpatrywały się ze swoich łóżeczek w sufit, a starsze dzieci rytmicznie bujały się w przód i w tył.

Opuszczone dzieci zostały pozbawione podstawowych bodźców koniecznych do prawidłowego rozwoju. I to nie na jednym, ale na wielu poziomach. Natychmiast po urodzeniu każdy człowiek potrzebuje kontaktu i interakcji z najbliższymi. Uwaga skupiona na dziecku powoduje, że w jego mózgu powstają nowe połączenia, niepotrzebne są usuwane, a najważniejsze – wzmacniane. Obustronne interakcje rodzica i dziecka działają na zasadzie „serwuj i odbieraj” – każda reakcja jednej ze stron powoduje odpowiedź drugiej, jak w grze w tenisa czy siatkówkę. Małe dzieci naturalnie domagają się kontaktu z najbliższym otoczeniem poprzez gaworzenie, mimikę, gesty i słowa. Dorośli odpowiadają na ich prośby dokładnie w ten sam sposób, a wymiana ta trwa niemal przez cały okres rozwoju dziecka. Jeśli te interakcje są niewystarczające, nieodpowiednie lub wręcz ich nie ma, prowadzi to do poważnych zaburzeń w rozwoju mózgu dziecka. Zmiany są tak dalekie, że różnice w budowie mózgu dzieci wychowywanych z troską i opuszczonych są widoczne na skanach. Mózgi dzieci, które pozbawiono podstawowego kontaktu z innymi ludźmi, są o wiele mniejsze od normalnych. Opuszczenie jest bowiem dla rozwijającego się dziecka o wiele bardziej niebezpieczne niż przemoc fizyczna.